Redaktor naczelna magazynu Hipoalergiczni o którym usłyszałam po raz pierwszy na Festiwalu Zdrowia organizowanym przez dr Preety Agrawal z Integrative Medical Center. Po pewnym czasie los zetknął nas po raz kolejny – magazyn Hipoalergiczni wyróżnił mój blog w ramach akcji „Przyjazny dla alergika”.

Żaneta dokonała w swoim życiu niesmowitej i co najważniejsze trwałej  zmiany – w cztery miesiące schudła i zmieniła nawyki żywieniowe (o jej spojrzeniu na zdrowie poczytacie w wywiadzie). Na co dzień jest osobą bardzo pozytwyną, która z ogromna ochotą dzieli się swoją wiedzą z zakresu zdrowego stylu życia.

Myślę, że jej odpowiedzi są inspiracją do rozpoczęcia własnej przemiany i odnalezienia własnej drogi prowadzącej do głębokiego zrozumienia siebie i odkrycia drzemiącej w nas siły.

Magazyn Hipoalergiczni powstał z myślą o alergikach i astmatykach, a jego misją jest edukacja oparta na doświadczeniu duńskich specjalistów ze stowarzyszenia Astma Allergi Denmark. Czytajcie Kochani i inspirujcie się odwagą i radosnym życiem.

Edyta Skorupska: Jak spędzasz wolny czas?

Żaneta Geltz: W wolnych chwilach lubię szkicować, słuchać myśli i je przerysowywać na kartki papieru. Najczęściej nad brzegiem rzeki lub jeziora. Uwielbiam szkice i przestrzeń, to mnie relaksuje.

 

ES: Na czym polega Twoja praca? Skąd wziął się pomysł na to, co robisz?

ŻG: Jestem lingwistką, zawodowo zajmuję się słowem pisanym, w praktyce specjalistycznym dziennikarstwem. Interesuję się badaniem zjawiska alergii i jej przyczyn – dlaczego u jednych „armia obronna”, czyli układ odpornościowy działa bez zarzutu, a u innych nie. Pomysł na serwis dotyczący alergii powstał na skutek buntu, po kilku latach od poradzenia sobie z własnym „pożarem”. Nie podobała mi się metoda leczenia pediatry z NFZ, która nie potrafiła zaproponować nic skutecznego, tylko antybiotyki i sterydy. Skuteczne rozwiązanie, które zadziałało musiałam znaleźć na własną rękę. Inspirację do stworzenia magazynu Hipoalergiczni znalazłam w Skandynawii. Dzięki współpracy z kilkoma podmiotami z Danii, rozmowom z toksykologami, chemikami – zrozumiałam, że jest gigantyczna różnica w poziomie świadomości na temat alergii i alergenów w Danii i w Polsce. Tam od ponad 20 lat działa prężnie federacja skupiająca społeczność alergików i astmatyków, u nas czegoś takiego nie było, tylko kilka sponsorowanych portali, prowadzonych na zlecenie firm farmaceutycznych. Duńskie toksykolożki zadeklarowały wsparcie chemiczne i swoją wiedzę zgromadzoną od wielu lat, założyłam więc najpierw portal www.hipoalergiczni.pl, a po roku powstały pierwsze wydania mobilnej gazety. Kolejny rok oznaczał początek produkcji magazynu drukowanego, to był szybki i dynamiczny rozwój, który stanowił dla mnie potwierdzenie z rynku, że moja inicjatywa jest przydatna.

 

ES: Czy uprawiasz jakiś sport?

ŻG: Bywałam na siłowni, praktykowałam też jogging, ale ani jedno ani drugie nie było dla mnie. Od 2014 roku dzięki Marcie Gładuń uprawiam 5 Rytuałów Tybetańskich, które nie tylko rozruszają nasze ciało i zrelaksują nas, ale w moim przypadku sprawiają, że mam płaski brzuszek, pozbyłam się cellulitu i odzyskałam szczupłe ramiona. To jest tylko 5-6 minut dziennie, po 7 powtórzeń (5 pozycji), a korzyści są olbrzymie i trudne do uwierzenia! Warto się jej nauczyć, a przy tym to nic nie kosztuje! [tu jest instruktaż>>]

ES: Jak wyglądają Twoje poranki? I czym różni się zwykły dzień od weekendów?

ŻG: Mój poranek to miły czas. Dopiero od niedawna, gdy skończyłam 40 lat, zaczęłam zastanawiać się, dokąd tak wszyscy pędzimy. Kto nam nakazuje przebiec życie bez oglądania się na boki? Na przykład na sarny, na drzewa, na sztukę, na ludzi, którzy są nam bliscy.

Nie jestem rannym ptaszkiem, a raczej nocną sową, więc pracując do późna, wstaję między 7:00 a 8:00. Około 15 minut po przebudzeniu łapię myśli, ogony snów, gdyż są one zazwyczaj ciekawymi wskazówkami, drogowskazami do szufladek z pomysłami, rozwiązaniami. Jak je zaobserwuję i przemyślę, biorę do rąk notatnik, który zawsze mam przy łóżku i notuję, czy to pomysły, czy nazwiska osób, z którymi powinnam się dzisiaj skontaktować czy też zapisuję ważne daty, kiedy coś powinnam zrobić, pamiętać. Gdybym nie miała tej praktyki, wiele z moich pomysłów nigdy nie zobaczyłoby światła dziennego, jak na przykład Stowarzyszenie Happy Evolution Global Association, które jest organizacją pro bono, ani też projekt DOM ALERGIKA, czyli kolejny pomysł – na agregację świetnych rozwiązań dla osób z alergią lub astmą, czy rodzin, które chcą oszczędzić zbędnych podrażnień u swoich dzieci.

A więc poranki to dla mnie ważny czas. Potem układam swobodnie w głowie cały mój dzień, bez presji czasowej, listę tematów, które chcę rozruszać, a przy tym wypijam szklankę wody lub dwie. Potem poranna toaleta, gimnastyka i udaję się do kuchni. Zjadam śniadanie około 1h po przebudzeniu. Zazwyczaj jest to owsianka, jaglanka lub jajecznica ze szpinakiem i gomasio, albo nachosy z mąki cibora z pasztetem z dyni lub humusem. Kiedyś często jadłam nabiał i wędliny, dzisiaj staram się jeść jak najwięcej roślin. Po śniadaniu parzę duży dzban organicznej kawy i rozpoczynam pracę, która jest dla mnie czystą przyjemnością.

A weekend? Zazwyczaj wzbogacam go o elementy twórcze, czyli rysuję, szkicuję schematy, algorytmy, ilustracje. Jeśli weekend nie oznacza wydarzenia lub wystąpień publicznych, to bardzo chętnie nadrabiam moje zaległości towarzyskie i odwiedzam przyjaciół lub rodzinę. Gotujemy, rozmawiamy.

Dopiero od niedawna, gdy skończyłam 40 lat, zaczęłam zastanawiać się, dokąd tak wszyscy pędzimy. Kto nam nakazuje przebiec życie bez oglądania się na boki? Na przykład na sarny, na drzewa, na sztukę, na ludzi, którzy są nam bliscy.

ES: Ulubione posiłki?

ŻG: Bardzo lubię, wręcz uwielbiam wszelkie dania z kaszy jaglanej, jagielniki, jaglanki, desery – na przykład z granatem, z bananami, z kremem pszczelim. Kocham dynie: Hokkaido, piżmową, a także wszystko, co zielone: jarmuż, szpinak, kiełki, ogóreczki kiszone i dziesiątki innych warzyw. Ubóstwiam ostre dodatki: chrzan, imbir, czosnek, cebulę, kardamon. Traktuję je nie tylko jako źródło doświadczeń smakowych, ale naturalne leki antyzapalne, które trzymają mnie w zdrowiu, kiedy wszyscy na około kichają, kaszlą i chodzą z opakowaniami chusteczek.

Z tradycyjnych dań lubię gotować kapustę kiszoną z borowikami i liściem laurowym, a z nowszych dań – lubię jadać awokado z dodatkiem gomasio. Obmyśliłam też zupę kremową z pasternaku z dodatkiem kaszy i oliwy, ale na to, to muszę Cię zaprosić, bo nie da się tego opowiedzieć, jak pięknie smakuje, ale zobaczysz ją tutaj: Instagram.

 

ES: Czy dbasz o zdrowie?

ŻG: Kilka lat temu odpowiedziałabym Ci, że tak, dbam o zdrowie. Ale odnoszę wrażenie, że zmieniło się u mnie postrzeganie tej dbałości. Moim zdaniem mamy w sobie trzy poziomy: stan myśli, stan odczuwanych emocji i stan ciała. Nie wystarczy dbać o zdrowie, pojmując je jako ciało, czyli o to, co jemy i czy uprawiamy sport. Nawyki żywieniowe to za mało.

Wysnułam niedawno taką hipotezę, że nasze prawdziwe zdrowie zależy od jakości bitów informacji, jakie zgromadzimy w naszej głowie. Te cząstki informacji przełożą się na jakość naszej wiedzy, a jeśli nauczymy się odsiewać plewy od ziaren, to możemy stać się właścicielami tej dobrej wiedzy. Jeśli wiedzę tę odpowiednio zastosujemy, wdrożymy w życie i ją scalimy w sobie, to mamy wreszcie mądrość. A dopiero jakość i wielkość naszej życiowej mądrości (która na szczęście wcale nie musi zależeć od studiów wyższych, ani tytułów naukowych) może nam umożliwić właściwą dbałość o zdrowie. Może to trochę skomplikowane, ale podam przykład: jeśli wydaje nam się, że zjadanie warzyw zielonych czy kolorowych – zapewni nam zdrowie, to możemy się grubo mylić. Podobnie jest z naturalnymi metodami leczenia, które wcale nie muszą być skuteczne, jeśli nie zachowamy pewnej kolejności zdarzeń. Możemy protestować, ale jeśli zjemy warzywa z pestycydami, do uprawy których zastosowano popularny Roundup, to oczywiście spożywamy glifosat, który wprowadza duże zamieszanie do organizmu, podobnie jest z metalami ciężkimi i azotanami, których poziom czasem przekraczam wielokrotnie dopuszczone normy. Naturalne metody leczenia mogą nam wcale nie pomóc, jeśli nie zmienimy najpierw żywienia na ekologiczne, alkalizujące, biowitalne i wzbogacające nasze ciało o brakujące minerały i witaminy. Jestem zwolenniczką robienia pewnych kroków po kolei, tak, aby nie marnować ani siły, ani domowego budżetu. Dlatego ważna jest wiedza, a to właśnie zbieranie jej z ust wyszukanych specjalistów i naukowców jest moim zajęciem, bo mam przyjemność się nią potem dzielić z Tobą czy innymi Czytelnikami. Mają oni już same ziarna, odsiane od plew.

ES: Czy na co dzień gotujesz zdrowo? Jakie kolory pożywienia królują w Twojej kuchni?

ŻG: Od 2014 roku, kiedy przeprowadziłam pierwszy detoks, już nie ma u mnie toksycznego jedzenia. Gotujemy codziennie tak, aby nasza osobista biorafineria, jaką jest nasze ciało – otrzymała wysokooktanowe paliwo. Tylko wtedy jestem w stanie zrealizować wszystkie punkty ze swojej listy zadań, projekty, które wyrastają jak grzyby po deszczu. Gdybym się źle odżywiała, zabrakłoby mi energii życiowej, by robić to, co uwielbiam, by podróżować bez przerwy, by rozmawiać z tysiącami osób w sposób maksymalnie skupiony, bez uciekania myślami, bez dekoncentracji. Jest to naturalne, że mój mąż i syn jedzą to samo, a nawet to oni przygotowują swoje smakołyki w postaci np. orkiszowych naleśników z migdałami i melasą z karobu lub pyłkiem kwiatowym.

 

ES: Czy lubisz i czy jadasz słodycze? Co sądzisz o uzależnieniu od cukru – jak jest w Twoim życiu?

ŻG: Właśnie od tego wszystko się zaczęło. Od cukru i od walki z candidą albicans u naszego syna, który przez fakt, że został nakarmiony sztucznym mlekiem tuż po porodzie – to przez to stał się alergikiem. Zamiast mleka matki i całej baterii odpornościowej, którą oferuje dziecku mleko kobiece, położna dała mleko modyfikowane i nie utworzył się odpowiedni mikrobiom. Rozwinęło się ponad 20 alergii pokarmowych, 5 lat leczenia, dużo nas kosztował ten jeden błąd.

Dlatego dla mnie cukier i candida albicans to sprawa osobista, bardzo istotna. Nie mam żadnego sentymentu do ciasteczek i słodzonych produktów. Nigdy nie słodziłam herbaty ani kawy. Zamiast ciasteczek wolę upiec brownie z czerwonej fasoli i jeść z melasą lub miodem. Zamiast cukierków wolę daktyle i migdały, są odżywcze, potrzebne i na dodatek spożywając je – daję swojemu ciału cenne minerały.

Szkoda mi tych osób, które myślą, że „lubią słodkie”. To nieprawda, że one to lubią. To ich grzybnia w jelitach zamawia w mózgu żywiciela cukier w pożywieniu, bo chce się rozmnażać, poszerzać. Nasz dziwnie silny apetyt na słodkie może być albo objawem głodu (wtedy lepiej zjeść avocado, migdał, po prostu zdrowy posiłek) albo objawem rozwoju grzybicy w układzie pokarmowym. A to jest bardzo wyniszczająca choroba, prowadząca do całkowitej dysbiozy, a potem do zespołu jelita drażliwego i innych, jeszcze gorszych schorzeń. Niestety od lekarza nie usłyszymy zaleceń, by zbadać na rutynowej wizycie poziom grzybów candida albicans, sami musimy się o siebie w tym kontekście zatroszczyć. W magazynie niemal w każdym numerze poruszamy ten problem, bo jest to temat szeroki jak rzeka. Więc na tym poprzestanę i odsyłam do pisma.

Moim zdaniem mamy w sobie trzy poziomy: stan myśli, stan odczuwanych emocji i stan ciała. Nie wystarczy dbać o zdrowie, pojmując je jako ciało, czyli o to, co jemy i czy uprawiamy sport. Nawyki żywieniowe to za mało.

ES: Co sądzisz o modzie na zdrowe gotowanie?

ŻG: Lepsza moda na zdrowe gotowanie niż na drogie torebki ze skóry krokodyla czy na biżuterię z kości słoniowej.

Wolałabym jednak myśleć, że to nie moda, tylko nowy standard, pewnego rodzaju oświecenie, czas, kiedy rozsądek bierze górę nad opieszałością. Zdrowym gotowaniem możemy okazać najcieplejsze uczucie osobom, które są nam bliskie i docenić przede wszystkim samych siebie, jako te istoty, o które potencjalnie nikt inny nie zadba, więc warto, abyśmy sami dali sobie to, co najlepsze. Nie tylko teraz, gdy się o tym dużo mówi, ale już zawsze.

 

ES: Czy masz do polecenia swoje odkrycia: mam na myśli zdrowe kosmetyki, ciuchy lub inne rzeczy, które wytwarzane są w małych manufakturach i mają wysoką jakość?

ŻG: Jest ich wiele! Oprócz organicznej żywności, którą zamawiam z polskiej farmy Szambala, żeby mieć pewność, że nikt nie rozpylał chemii na moich warzywach, wybieram też organiczne kosmetyki i inne produkty naturalne. Czy mam wymienić Ci wszystkie? Tego jest za dużo! Najciekawszą recepturę kremu do twarzy ma moim zdaniem krem Derma Woman 24h i szampon do włosów tej samej duńskiej marki, następnie całkowicie ziołowa farba do włosów Herbatint, olejek kokosowy z kwiatem gardenii Monoi Tiki Tahiti, olejki moringa od Creamy, mazidła witaminowe od Ecooking z Danii i o.Moi Skincare – balsam do ust z olejku z baobabu. Same naturalne składniki, dobroczynne receptury! Ciuszki od Fairma z Krakowa (kardigany, bluzy wegańskie) i dresówka po domu od Dzianej Belki z Poznania, certyfikowane tkaniny, doskonała jakość, rozsądne ceny. Cenię projektantki: Violę Śpiechowicz oraz Agi Jensen – cudowne kobiety, twórcze, skromne, piękne. Z jedzenia? Chipsy kokosowe Tropical, wiśnie bez cukru, melasę z karobu i kilkadziesiąt innych dobrodziejstw, ale nie sposób wszystkiego wymienić. Moje odkrycia będą obiektem wideorecenzji na kanale YT: www.geltztube.com – to informacja dla ciekawskich. Mamy tam na razie kilkanaście materiałów filmowych.

 

ES: Z czym kojarzy Ci się kolor zielony?

ŻG: Najbardziej kojarzy mi się z wielkim kopcem pietruszki na talerzu w dzieciństwie, kiedy to nasz ojciec „namawiał” nas do jedzenia „zielonego”. To słowo zapisało mi się jak synonim. Myślę, że wtedy cierpiałam katusze, bo inne dzieci jadły chleb pszenny np. z dżemem, a ja musiałam jeść bułkę razową z grubą warstwą pietruszki i pamiętać o tym, że to ważne źródło witaminy C. Teraz mogę powiedzieć, że dzięki temu mam dużo zdrowia w ciele i wiedzy, którą wyniosłam z domu.

 

ES: Jakie książki czytasz?

ŻG: Jejku, czytam ich strasznie dużo i ciągle mnie zachwycają. Jest to literatura polska i anglojęzyczna, głównie z USA. Książki te dotyczą jedzenia i trawienia, naturalnych metod doprowadzania ciała do balansu, zależności występujących między żywnością a chorobami. Ale sięgam też po książki psychologiczne, z obszaru rozwoju świadomości, historii medycyny, a zwłaszcza tej z Dalekiego Wschodu.

Niebywałe, jak szybko i skutecznie możemy pomóc drugiej osobie, oferując jej 100%-tową, najpełniejszą atencję do tego, co do nas mówi, albo że właśnie do nas podeszła. Wszyscy jesteśmy powiązani. Dlatego pomaganie innej osobie jest pomaganiem sobie, czyli wspieraniem porządku w otoczeniu.

ES: Co Cię inspiruje w życiu?

ŻG: Najbardziej ludzie, w tym publiczność. Osoby, które mają na twarzy wypisane emocje, najpierw szok, kiedy słyszą o methylisothiazolinone obecnym w kosmetykach, również niby ekologicznych środkach pielęgnacyjnych dla dzieci, w płynie do naczyń i o tym, jaką suchość skóry powoduje. O tym, że środki zapachowe dodawane niemal do wszystkich kosmetyków, to sztuczna chemia, której nasze ciało naprawdę nie chce! Przeraża ich formaldehyd w ścianach i wykładzinach. Mało kto zdaje sobie z tego sprawę. Po etapie szoku przychodzi wściekłość, a na koniec duch walki i wola zmiany. Te stany są tak silne, że widzę, iż to co wspólnie robimy – zmienia świat, bo zmienia postrzeganie rzeczywistości przez – już w tym momencie – dziesiątki tysięcy osób. Inspiruje mnie to, że ludzie, którzy zaczęli dostrzegać wartość w sobie, nie wyrażają zgody na to, by ktoś pozbawiał ich zdrowia. To jest moje paliwo do baku. Kiedyś najbardziej inspirujące były podróże, nadal są dla mnie źródłem przemyśleń, uwalniania się od lęków i zachęcają mnie do realizacji najśmielszych planów, które przestałam już nazywać marzeniami, bo od lat je wprowadzam je w życie.

 

ES: Za co chcesz sobie podziękować?

ŻG: Często myślę o tym, że cieszę się, iż mam w sobie czyste intencje. Dziękuję sobie za to, że zrozumiałam, co mówiła do mnie mama, gdy tłumaczyła, że choćby było to kwestią życia lub śmierci, najważniejsza jest prawda i uczciwość. Brzmiało to wtedy trochę jak nauki zakonnicy, ale dzisiaj wiem, że to szacunek dla niej gwarantował to, że byłam w stanie jej uwierzyć i posłuchać. Każda z nas, i Ty i ja, mamy do czynienia z czymś czego nie lubimy: z kłamstewkami, oszukiwaniem, naciąganiem, manipulacją, niedotrzymywaniem danego słowa, itd. Dlatego ta wartość jest dla mnie najważniejsza, wyniosłam ją z domu.

 

ES: Czy jest coś ważnego w Twoim życiu czym chciałabyś się podzielić z innymi kobietami? Jakaś jedna, mocna rzecz?

ŻG: Widzenie drugiego człowieka. W tym pojęciu – poznałam to niedawno. Mocno to przeżyłam, a odkryłam to kilka lat temu na warsztatach z pracy ze swoją świadomością. Kiedy bardzo mocno uruchomisz swoje odczuwanie drugiej osoby, swoją empatię, zdolność rozumienia i pełnej atencji, gdy do Ciebie mówi drugi człowiek, to jesteś w stanie usłyszeć zamówienie kierowane pod Twój adres, z prośbą o wsparcie. Niebywałe, jak szybko i skutecznie możemy pomóc drugiej osobie, oferując jej 100%-tową, najpełniejszą atencję do tego, co do nas mówi, albo że właśnie do nas podeszła. Wszyscy jesteśmy powiązani. Dlatego pomaganie innej osobie jest pomaganiem sobie, czyli wspieraniem porządku w otoczeniu. Myślę, że pełna atencja, to będzie nowa waluta tego stulecia. Tego nam wszystkim chyba najbardziej brakuje.

 

ES: Czy jest jakaś kobieta, którą chciałabyś zaprosić do kolejnej rozmowy przy zielonym stole?

ŻG: Myślę, że Katarzyna Piwecka, która jest niezwykle ciekawym przypadkiem fotografa, podążającego za głosem swojej intuicji, choćby nie wiem co!

Rozmowy przy Zielonym Stole

To miejsce spotkań dla kobiet w życiu których pasja przeplata się z pracą,
a praca jest pasją! Będzie inspirująco, zielono, twórczo, zdrowo i radośnie.