Zapraszam serdecznie na rozmowę przy zielonym stole z Justyną. To wspaniała potrójna mama, która pracuje na stanowisku profesora na Uniwesytecie Przyrodniczym we Wrocławiu, przebiegła nie jeden półmaraton, maraton a także ultramaraton i wspaniale spędza czas ze swoimi dziećmi. Zapraszam Cię na naszą niezwykle interesującą rozmowę.

Edyta Skorupska: W jaki sposób spędzasz wolny czas?

Justyna Hachoł: Wolny czas to czas, gdy naprawdę nic nie muszę, niczego nie mam w planach. Gdy praca jest skończona, obiad podany, pranie zrobione, lekcje odrobione, dom posprzątany. Nie mam go za wiele, bo jestem osobą, która „lubi” brać na siebie dużo, do tego pedantką. Staram się jednak tak gospodarować czasem, żeby każdego wieczoru móc wyskoczyć na trening do osiedlowego fitnessklubu, pobiegać albo chociaż poćwiczyć w domu. To jest ta chwila tylko dla mnie, która daje mi radość i energię, mój reset i sposób na oczyszczenie głowy. Weekendy natomiast są dla dzieci, rodziny i przyjaciół. Staramy się spędzać je aktywnie: rowery, basen, czasem dłuższe wycieczki za miasto, najchętniej w góry. Ale często jest to po prostu słodkie lenistwo.

W grudniu przeprowadziłam się z bloku do domu. Od tego czasu moją nową pasją jest ogród. Na jego urządzanie poświęcam bardzo dużo wolnego czasu. Śmieję się, że czasem jest to tak ciężka fizyczna praca, że mogłaby stanowić odrębną jednostkę treningową 😊 Moim marzeniem jest piękny kwietny ogród, przyjazny owadom. Przede mną jeszcze długa droga, ale jakże przyjemna.

E.S.: Na czym polega Twoja praca? Skąd pomysł, aby robić to, co robisz?

J.H.: Jestem pracownikiem naukowo-dydaktycznym na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu, od stycznia na stanowisku profesora. W pracy naukowej zajmuję się ryzykiem, a konkretnie ryzykiem ekologicznym. Badam rzeki. Zakładam wodery i z tyczką geodezyjną w jednej ręce brodzę w korycie, inwentaryzując rośliny oraz naturalne elementy hydromorfologiczne. Na tej podstawie oceniam stan ekologiczny rzeki oraz szukam związków między tym stanem a stopniem przekształcenia koryta. Oceniam również ryzyko ekologiczne związane z inwestycjami realizowanymi w rzekach, takimi jak np. regulacja. Szukam kompromisu między potrzebami człowieka i gospodarki w korzystaniu z rzek a potrzebami środowiska, przyrody, ekosystemów wodnych i od wód zależnych. Nawiązuję do tego również w pracy dydaktycznej, ucząc takich przedmiotów jak ekologia wód płynących, bezpieczeństwo ekologiczne czy ryzyko ekologiczne w gospodarce wodnej. Ponadto wykonuję ekspertyzy środowiskowe, głównie oceny oddziaływania na środowisko dla różnych inwestycji. Jestem też ekspertem ds. hydromorfologii rzek w dużym projekcie finansowanym przez Bank Światowy. To odpowiedzialna praca, ale dająca dużo radości i satysfakcji.

A wszystko zaczęło się w 2006 roku, gdy na pierwszym roku studiów doktoranckich, kiedy nie wiedziałam jeszcze dokładnie, co i jak będę badać (wiedziałam tylko, że będzie to mieć związek z ochroną wód płynących), wyjechałam na roczny staż naukowy do Berlina. Była to nagroda Fundacji im. Nowickiego oraz niemieckiej fundacji Deutsche Bundesstiftung Umwelt w IX edycji ogólnopolskiego konkursu na najlepszych absolwentów polskich wyższych uczelni w dziedzinie ochrony środowiska. W trakcie mojej praktyki brałam udział w dwóch projektach dotyczących roślinności wodnej w Szprewie i jeziorze Müggelsee. I tak zaczęło się moje zainteresowanie roślinami wodnymi oraz czynnikami, które na nie wpływają.

E.S.: Czy uprawiasz jakiś sport?

J.H.: Codziennie 😊 Bardzo lubię treningi siłowe, szczególnie z kettlebellem lub sztangą. Ale skoczna tabata również sprawia mi frajdę. Poza tym biegam. Dwa lata temu zrobiłam Koronę Półmaratonów Polskich, przebiegłam też maraton. Startowałam również w cross duathlonie (połączenie biegu i jazdy na rowerze). Ale największym wyzwaniem był Rudawy Ultramaraton. 5 października 2019 r., godz. 8:00, Janowice Wielkie. Temperatura powietrza 5°C, szare, zachmurzone niebo i deszcz, deszcz, deszcz. I ten deszcz towarzyszył mi przez całe 53 km biegu, 8 godzin. Choć po 30 km już nie przeszkadzał.

W tym roku, mimo pandemii i odwołania większości zawodów, udało mi się wystartować w jednym z biegów w ramach Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich w Lądku-Zdroju. Tylko 33 km. Ale ponieważ biegłam z kontuzją nogi i w słabszej formie, dla mnie były to aż 33 km 😊 Biegi górskie mają w sobie coś, co mnie do nich ciągnie. Marzy mi się taki ultramaraton górski na dystansie ok. 100 km. Może w przyszłym roku…

Kocham też narty i staram się każdej zimy wyjechać w góry choć na kilka dni. Odkąd moje dzieci opanowały technikę jazdy na nartach i dobrze już sobie radzą na stoku (czasem trudno mi je dogonić), te wyjazdy są naprawdę fajne.

E.S.: Jak wyglądają Twoje poranki? I czym rożni się zwykły dzień od weekendów?

J.H.: W roku szkolnym w tygodniu poranki są przede wszystkim szybkie. Ponieważ jestem typową sową i chodzę późno spać, rano wstaję na ostatnią chwilę. Budzik ustawiam zawsze ciut wcześniej, żeby móc zrobić 2–3 drzemki. Niestety nie umiem zerwać się na pierwszy dźwięk budzika. A potem szybko wyprawiam dzieci do szkoły. Jeśli sama nie muszę iść na 8:00 do pracy, to siebie ogarniam już po ich wyjściu. Mogę wtedy spokojnie wziąć prysznic, zjeść śniadanie i wypić kawę. Ale poranek nie jest u mnie raczej spokojnym czasem na przemyślenia, refleksje i podziwianie świata przez okno 😉

W weekendy jest zupełnie inaczej. Wstaję później i spokojnie przygotowuję śniadanie dla rodziny. Albo robi to mój mąż z dziećmi, co lubię najbardziej. Mamy taki zwyczaj, że w sobotę i niedzielę rano siadamy wszyscy razem do zastawionego smakołykami stołu i celebrujemy to śniadanie długo. Później jest kawa, po której dopiero naprawdę się budzę.

Nie znoszę marudzenia i narzekania. Życie nie jest proste, problemy ma każdy. Mam wrażenie, że pesymizm je tylko przyciąga. Życie mamy jedno, trzeba się więc nim cieszyć i doceniać każdą chwilę. Szkoda czasu na umartwianie się.

E.S.: Opisz swoje ulubione posiłki (może to coś domowego, szarlotka babci albo danie w jakiejś ulubionej knajpce).

J.H.: Uwielbiam pomidory, w każdym wydaniu. Szczególnie teraz, gdy jest na nie sezon. W tym roku mam własny ogród, a w nim kilka krzaczków pomidorów. Pachną obłędnie. Niestety nie wiem jak smakują, bo zawsze ubiegną mnie moje dzieci 😉

Ostatnio moim ulubionym daniem z pomidorami jest szakszuka.

E.S.: Czy dbasz o zdrowie? Czy dobre nawyki żywieniowe/życiowe są dla Ciebie ważne?

J.H.: Dbam o zdrowie przede wszystkim poprzez aktywność fizyczną. Oprócz tego, że codziennie trenuję, nie używam samochodu. Przemieszczam się więc komunikacją miejską, na piechotę lub rowerem. Takim moim stałym nawykiem, niezależnie od miejsca, w którym jestem, jest rozpoczynanie dnia od wypicia szklanki ciepłej wody z cytryną. W ciągu dnia piję dużo wody, a także zieloną herbatę, miętę, rumianek. No i czarną kawę.

Moje śniadania są zwykle białkowo-tłuszczowe. Takie śniadania są sycące, co sprawia, że nie robię się szybko głodna i nie podjadam (tak, jak to się dzieje po owsiance).

Moim problemem jest natomiast sen. Żeby zdążyć ze wszystkim – opieką nad dziećmi, pracą, treningami – chodzę spać bardzo późno. Zwykle sypiam ok. 5 h, czyli stanowczo za mało. Nadrabiam dopiero w weekendy. Kiedyś, gdy byłam trochę młodsza, nie miałam z tym problemu. Natomiast od pewnego czasu deficyt snu odczuwam w ciągu dnia. Ratują mnie krótkie popołudniowe drzemki, na które sobie pozwalam, jeśli tylko mam taką możliwość 😊

E.S.: Czy na co dzień gotujesz zdrowo? Jakie kolory pożywienia królują w Twojej kuchni?

J.H.: Przede wszystkim gotuję 😊 Nie korzystam z żadnych gotowców, jak sosy w słoiku, dania w kartoniku czy nawet gotowe mieszanki przypraw. Oczywiście zdarza mi się zamówić pizzę czy kupić pierogi, ale są to raczej rzadkie sytuacje.

Staram się gotować zdrowo. W mojej kuchni mało jest mięsa, śmietanę zastępuję jogurtem naturalnym, korzystam z produktów niskoprzetworzonych. Nie używam żadnych sztucznych wzmacniaczy smaku typu maggi czy vegeta. Czytam etykiety i nie kupuję produktów z olejem palmowym czy glutaminianem sodu. Jajka kupuję tylko z wolnego wybiegu, od szczęśliwych kur. Z warzywami niestety mam problem, bo mój organizm wielu nie toleruje. Ale te, które mogę jeść, kupuję w osiedlowym warzywniaku, na targu lub wprost od lokalnego rolnika (poprzez stronę lokalnyrolnik.pl). Podobnie jest z mięsem, nie kupuję go w markecie. Lubię nasze polskie rodzime produkty. Dlatego nie jestem fanką cytrusów, a zamiast oliwy z oliwek używam oleju rzepakowego. No i sama piekę chleb. Przygodę z pieczeniem zaczęłam długo przed pandemią 😉, gdy byłam na urlopie macierzyńskim po urodzeniu mojego trzeciego dziecka. Wpadła mi wtedy w ręce książka pt. „Chleb” Jeffreya Hamelmana, niekwestionowanego autorytetu w dziedzinie pieczenia chleba. Zrobiłam swój własny zakwas żytni, który mam do dziś. Obdzieliłam nim już mnóstwo osób, zarażając je miłością do pieczenia chleba.

Ponieważ moje dzieci uwielbiają potrawy mączne, takie jak naleśniki, kluski, makarony, to właśnie one dominują w naszym codziennym menu. Żeby je uczynić choć trochę zdrowszymi, zastępuję mąkę pszenną różnymi innymi mąkami, głównie orkiszową i jaglaną. W mojej kuchni dominują potrawy w kolorze czerwonym i żółtym.

E.S.: Czy lubisz i czy jadasz słodycze? Co sądzisz o uzależnieniu od cukru – jak jest w Twoim życiu?

J.H.: Odkąd pamiętam, nie słodzę żadnych napojów. Gdy byłam dzieckiem, w moim domu rodzinnym zawsze była cukierniczka dla taty i dla gości. W moim domu jest podobnie – tylko że cukierniczka jest tylko dla gości, bo mój mąż również nie używa cukru.

Niestety słodycze lubię i chyba jestem od nich uzależniona. Uwielbiam czekoladę i wszystko, co czekoladowe lub z czekoladą. Inne lody niż czekoladowe mogłyby dla mnie nie istnieć. Kawałka brownie nie odmawiam. Muszę przyznać, że nie próbowałam jeszcze takiego „zdrowego słodycza”, który mógłby zastąpić mi czekoladę. Nie lubię natomiast ciastek i wafelków. Nie lubię ich smaku, kruszącej się konsystencji oraz tego, że zawierają tłuszcz palmowy. Uczulam zawsze moje dzieci oraz studentów, żeby kupując słodycze i nie tylko słodycze, uważali bardzo na ten rodzaj tłuszczu. Większość słodyczy dostępnych w sklepach niestety go zawiera. Plantacje palm, z których pozyskuje się olej, są bardzo szkodliwe dla środowiska. Ogromne obszary lasów tropikalnych, głownie w Malezji i Indonezji, są wycinane lub wypalane, aby uzyskać tereny pod plantacje. Prowadzi to do poważnych konsekwencji dla lokalnych społeczności, a także dla środowiska, w tym do globalnych zmian klimatu. Jednym z bardziej znanych problemów związanych z plantacjami palmy oleistej jest zagrożenie wyginięciem orangutanów, które obecnie żyją tylko w Indonezji.

E.S.: Co sądzisz o modzie na „zdrowe gotowanie”?

J.H.: Uważam, że obecnie to jeden z lepszych trendów. Dobrze, że świadomość tego, co jemy, jest coraz większa.

E.S.: Czy masz do polecenia jakieś swoje odkrycia: mam na myśli zdrowe kosmetyki, ciuchy lub inne rzeczy, które wytwarzane są w małych manufakturach i mają wysoką jakość?

J.H.: Bardzo lubię masła orzechowe i oleje tłoczone z Karkonoskiej Tłoczni. Moje dzieci natomiast uwielbiają soki tłoczone z Maciejowego Sadu.

Moim marzeniem jest piękny kwietny ogród, przyjazny owadom. Przede mną jeszcze długa droga, ale jakże przyjemna.

E.S.: Z czym kojarzy Ci się kolor zielony?

J.H.: Ze szpinakiem 😊 I z wiosną.

E.S.: Jakie książki czytasz?

J.H.: Jestem zafascynowana literaturą himalaistyczną, szczególnie polską. Jerzy Kukuczka, Wanda Rutkiewicz, Anna Czerwińska, Krzysztof Wielicki, Adam Bielecki, Leszek Cichy, Artur Hajzer – to tylko niektórzy z naszych czołowych himalaistów. Dla mnie to prawdziwi bohaterowie przekraczający granice ludzkich możliwości, pokazujący, że to, co niemożliwe, staje się możliwe.

Poza tym czytam literaturę obyczajową. Od dziecka do dziś jestem fanką kryminałów Joanny Chmielewskiej. Bardzo lubię powieści Marka Krajewskiego. No i czytam książki kucharskie. Mam ich sporą kolekcję w domu.

E.S.: Co Cię inspiruje w życiu?

J.H.: Inspirują mnie ludzie. Ci, którzy robią w swoim życiu ważne albo ciekawe rzeczy, którym chce się działać i żyć na 100%.

E.S.: Za co chcesz sobie podziękować?

J.H.: Hmmm… To trudne pytanie. Jest sporo osób, którym mam za co dziękować. Zaczynając od mojej mamy, kończąc na dzieciach. Ale sobie? Chyba nie ma takiej rzeczy. Wszystko, co robię, robię naturalnie, więc nie czuję, że muszę sobie za coś dziękować.

E.S.: Czy jest coś ważnego w Twoim życiu czym chciałabyś się podzielić z innymi kobietami? Jakaś jedna, mocna rzecz?

J.H.: Nie znoszę marudzenia i narzekania. Życie nie jest proste, problemy ma każdy. Mam wrażenie, że pesymizm je tylko przyciąga. Dlatego zamiast się zamartwiać, narzekać i czekać, aż ktoś coś za nas zrobi, lepiej jest działać i szukać rozwiązań. Życie mamy jedno, trzeba się więc nim cieszyć i doceniać każdą chwilę. Szkoda czasu na umartwianie się.

Stratą czasu są też spory i kłótnie z ludźmi, z którymi nie łączą nas żadne bliższe więzi. Sprzeczka z bliskimi, mężem czy przyjaciółką jest czymś naturalnym w relacji, oczyszczającym atmosferę, wprowadzającym zmiany. Ale po co kłócić się ze znajomym z pracy, panem w autobusie, panią na poczcie czy w sklepie. A takie sytuacje obserwuję bardzo często. Szkoda naprawdę nerwów.

No i zazdrość! Zazdrosnym można być o ukochanego. Ale zazdrość o sukcesy innych, o stan posiadania czy o relacje jest czymś, czego nie potrafię zrozumieć i zaakceptować. Szczególnie w przypadku tych osób, o których mówiłam na początku – które potrafią tylko narzekać, zamiast na swoje sukcesy pracować.

E.S.: Czy jest jakaś kobieta, którą chciałabyś zaprosić do kolejnej rozmowy przy zielonym stole?

J.H.: Znam bardzo dużo wartościowych, silnych kobiet. Ale do rozmowy przy zielonym stole chciałabym zaprosić moją przyjaciółkę Renię Gierwielaniec. Myślę, że jej siła i talent mogą być bardzo inspirujące.

Inspirują mnie ludzie. Ci, którzy robią w swoim życiu ważne albo ciekawe rzeczy, którym chce się działać i żyć na 100%.

Omlet czekoladowy (jedna porcja) – przepis inspirowany dietą treningową Radosława Kojty

5 łyżek płatków owsianych

2 jaja od szczęśliwych kur

1 łyżka kakao

tłuszcz do smażenia

W jednej miseczce łączymy płatki z kakao i zalewamy wrzątkiem tak, aby płatki były przykryte. Do drugiej miseczki wbijamy jajka i roztrzepujemy dokładnie. Gdy płatki wchłoną wodę, dodajemy do nich jajka, mieszamy. Wlewamy na rozgrzaną, natłuszczoną patelnię. Smażymy omlet z obu stron. Podajemy z jogurtem naturalnym, dżemem lub owocami sezonowymi.

Chcesz dostawać informacje o kolejnych rozmowach?

Rozmowy przy Zielonym Stole

To miejsce spotkań dla kobiet w życiu których pasja przeplata się z pracą,
a praca jest pasją! Będzie inspirująco, zielono, twórczo, zdrowo i radośnie.