Agnieszkę poznałam na zlocie Latającej Szkoły w Krakowie gdzie razem z Matką Założycielką Agatą Dutkowską skakała po scenie, nosiła koronę i śpiewała.

Nie podejrzewałam Jej o to, że mamy ze sobą wiele wspólnego – a jednak! Przeczytajcie, co sama o sobie pisze: “Jestem tajną agentką, fotografką, performerką spożywczą i dilerką brokatu KISZONEGO działającą pod hasłem: Agnieszka Majewska gotuje nie truje. Od 2014 prowadzę warsztaty edukacyjno-kulinarne, podczas, których serwuję wiedzę praktyczną na temat ultra prostej kuchni naturalnej bez przesady. Gotuję prosto albo bardzo prosto (i tu wtrącę swoje 3 ZIELONE grosze – bardzo mi się to proste gotowanie podoba i współgra z moim projektem ODŻYWIANIE przez UPRASZCZANIE). Zero chemii i przemysłu, a za to pełnia odżywczej energii. Zawsze z dobrą intencją i garścią przypraw.”

Agnieszkę i wszelkie Jej propozycje, oraz warsztaty znajdziecie na Faceboku. Koniecznie bądźcie czujni,  ponieważ czasem można wybrać się z Nią na wspaniały wyjazd gdzie nie tylko odpoczniecie, ale też nauczycie się gotować!

Edyta Skorupska: W jaki sposób spędzasz wolny czas?

Agnieszka Majewska: Z rodziną. A jak nie z nimi, to sama lubię sobie posiedzieć i poczytać. Czyli banalne, proste rzeczy są najlepsze.

 

ES:Na czym polega Twoja praca? Skąd pomysł na to co robisz?

AM: Obecnie dzielę się na dwa i jedną nogą działam pod hasłem Agnieszka Majewska gotuje, nie truje. W tym autorskim projekcie dzielę się wiedzą i bardzo praktycznym doświadczeniem w kwestiach odżywiania i odżywczej, organicznej kuchni naturalnej na codzień (bez pszenicy, cukru, nabiału i innych zbędnych balastów). Moje hasło to „Ultra prosta kuchnia naturalna bez przesady”, bo skupiam się na upraszczaniu, korzystaniu z najprostszych rozwiązań w kuchni i jednocześnie najbardziej jakościowych. I robię to głównie prowadząc warsztaty, które okraszam sowicie rozrywką, pisząc bombowy newsletter, a wkrótce i bloga. Zaczęłam to robić 4 lata temu, kiedy już sama byłam po zdrowotnej rewolucji w kuchni i jakoś tak w sposób niewymuszony, organiczny w moim otoczeniu ludzie zaczęli się interesować tym co u mnie nowego na stole i w garze. To, co robię zmierza co raz bardziej w takim kierunku, w jakim czuję się dobrze, czyli performersko, humorystycznie i rozrywkowo właśnie, bo w życiu wartością jest dla mnie zabawa i humor. Najbardziej lubię dostarczać ludziom odprężenia w postaci rozśmieszenia. Druga noga to fotografia. Od 15 lat nie potrafię i nie chcę tego porzucić ani zmieniać. Robię zdjęcia wizerunkowe i reportażowe. I jakoś tak wychodzi, ze głównie kobietom.

ES: Czy uprawiasz jakiś sport?

AM: Chyba bardziej uprawiam ruch niż sport. Rower to mój podstawowy środek transportu, a oprócz tego chodzę sobie na fitness.

 

ES: Jak wyglądają Twoje poranki? I czym rożni się zwykły dzień od weekendów?

AM: Wstaję w okolicach po 6 rano. Staram się zacząć dzień od ziółek albo gorącej wody, czasem uda mi się usiąść na chwilę i posiedzieć, tak bez niczego. Potem już stała rutyna. Robię jeść dla 6 letniej córki do szkoły – obiad do termosu i coś na drugie śniadanie. Przy okazji często wrzucam coś do drugiego termosu dla mojego księcia z bajki, z którym mieszkam. Potem śniadanko stacjonarne i wychodzę z córką do szkoły. W weekendy śpię dłużej a rano się lenię. W łożu z całą rodziną – mamy czas na sesje przytulasków, a po niej wspólne królewskie śniadanie z muzyką w tle.

 

ES: Opisz swoje ulubione posiłki (może to coś domowego, szarlotka babci, albo danie w jakiejś ulubionej knajpce).

AM: Najchętniej te spożywane z kimś, na przykład z rodziną. Jeśli chodzi o smaki, to najszczęśliwsza jestem, gdy mam przed sobą michę warzyw i ugotowanych, i surowych, i kiszonych – najlepiej wszystko na raz. Knajpki też lubię. Uwielbiam kaszę jaglaną z warzywami sezonowymi w Organic Sisi Bistro na Krupniczej w Krakowie i mam słabość do chole masala w Curry up na Krakowskiej, w Krakowie również.

 

ES: Czy dbasz o zdrowie? Czy dobre nawyki żywieniowe/życiowe są dla Ciebie ważne?

AM: Niektórzy mówią, że nie znają osoby bardziej dbającej o zdrowie niż ja. A ja staram się z tą dbałością nie przesadzać. Odżywianie to podstawa, ale także ruch i praca z głową. Jestem cały czas w procesie dochodzenia do równowagi. Staram się słuchać ciała i żyć co raz prościej.

Jeśli chodzi o smaki, to najszczęśliwsza jestem, gdy mam przed sobą michę warzyw i ugotowanych, i surowych, i kiszonych – najlepiej wszystko na raz.

ES: Czy na co dzień gotujesz zdrowo? Jakie kolory pożywienia królują w Twojej kuchni?

AM: Nie, na co dzień, to pizza, frytki i ryba z mrożonki ;) tylko na pokaz zdrowa zupa. A tak na serio, mam w domu zazwyczaj dość pustą lodówkę, bo lubię świeże żarcie głównie skomponowane z warzyw. Zawsze znajdzie się sporo różnych ziaren – kasz, orzechów, owoców, także tych suszonych i własne słoiki, ale bez przesady. Jakieś strączkowe też zawsze jest – tutaj lubię żonglować i jem wszystko co świat oferuje od soczewicy, przez jasia po lędźwian. Kiszonki ma się rozumieć, ale ponieważ jestem praktyczna lubię te, na które nie trzeba za długo czekać, robię je na bieżąco – kimchi króluje oraz inne warzywne kiszonki zalewane solanką, takie kilku dniowe, tygodniowe. Ważne jest dla mnie pochodzenie warzyw, staram się, żeby większość była organiczna, z dobrego źródła. Raz w tygodniu piekę chleb i wtedy pachnie gryką w całym domu. Na parapecie zieleni się szczypior i nać, ale nie zawsze.

 

ES: Czy lubisz i czy jadasz słodycze? Co sądzisz o uzależnieniu od cukru – jak jest w Twoim życiu?

AM: Jak mnie weźmie na mega słodkie, ale raczej rzadko to wtedy robię sobie najszybszą domową chałwę na świecie – prażony sezam z łyżeczką miodu. Albo sezam w formie Tahini z łyżeczką miodu i do tego kakao. Ze słodyczy najbardziej lubię kakao na mleku roślinnym z ashwagandhą. Zazwyczaj zadowalam się małą porcją słodkiego, ale słodycze czy desery w naszym domu traktujemy jak osobny posiłek, np.: na pikniku weekendowym, który poza sezonem piknikowym robimy sobie na łóżku. Cukier to zmora i znam tak wiele osób, które próbują wyjść z tego nałogu, a nie mogą. Myślę, ze to skomplikowana czasem sprawa – to wychodzenie z nałogu – a z drugiej strony, sądząc, po moim doświadczeniu, to bardzo proste. Wystarczy rzucić całą chemię, zwiększyć ilość warzyw, czyli/ i oczyścić organizm. Łatwiej, gdy rodzina i najbliżsi wspierają. To dość ważne.

Odżywianie to podstawa, ale także ruch i praca z głową. Jestem cały czas w procesie dochodzenia do równowagi. Staram się słuchać ciała i żyć co raz prościej.

ES: Co sądzisz o modzie na „zdrowe gotowanie”?

AM: Niech trwa.

 

ES: Czy masz do polecenia jakieś swoje odkrycia: mam na myśli zdrowe kosmetyki, ciuchy, lub inne rzeczy, które wytwarzane są w małych manufakturach i mają wysoką jakość?

AM: Z kosmetyków: lubię niektóre rzeczy od www.la-le.pl Doceniam kosmetyki Ilua oraz elixirbynature. Najlepszym odkryciem wszech czasów jest dla mnie „szampon” z glinki by Joanna Chyl z Krakowa. Jest w formie takiego mydełka i robi wspaniale włosom. Oprócz tego do makijażu używam, indyjskiego kajalu i marokańskiego pigmentu Khool. To też były swego czasu odkrycia. Marka odzieżowa, od której mogłabym założyć chyba prawie wszystko, to KokoWorld. Też z Krakowa.

 

ES: Z czym kojarzy Ci się kolor zielony?

AM: Z harcerstwem.

 

ES: Jakie książki czytasz? Gdybyś miała wybrać tylko jeden tytuł, to co by to było?

AM: To jest bardzo niesprawiedliwe pytanie. Nie umiem wybrać tylko jednej. No może z powieści to Atlas Zbuntowany Ayn Rand, bo to było oszałamiające czytelnicze doświadczenie. A nie z powieści to E. Tolle, „Potęga teraźniejszości”, bo czyści umysł już jej samo czytanie. Albo „Wielka Magia” Elizabeth Gilbert, bo odkryłam dzięki niej wiele o sobie i dla siebie. A poza tym uwielbiam wszelkie książki o odżywianiu.

ES: Co Cię inspiruje w życiu?

AM: Właściwie to wszystko. Największe inspiracje przychodzą dość niespodziewanie i są zlepkiem jakichś powiązanych ze sobą, niekoniecznie w sposób oczywisty, faktów, obrazów, komentarzy, słów i innych fragmentów rzeczywistości. Inspiruje mnie też bardzo muzyka.

 

ES: Za co chcesz sobie podziękować?

AM: Za to, że chociaż bywało różnie, to nie zeszłam z drogi dzielenia się w ramach Gotuje, nie truje. I za to, że jednak ciągle się rozwijam, tylko czasem w bok.

 

ES: Czy jest coś ważnego w Twoim życiu czym chciałabyś się podzielić z innymi kobietami? Jakaś jedna, mocna rzecz?

AM: Bądź królową! I pij zioła.

 

ES: Czy jest jakaś kobieta, którą chciałabyś zaprosić do kolejnej rozmowy przy zielonym stole?

AM: Jest ich mnóstwo, ale niech będzie na przykład: Elżbieta Świętek albo Anna Protas. Na koniec przepis dla czytelników – czyli czadowy CHLEB ZE SMALCEM – inspirujcie się!

Cukier to zmora i znam tak wiele osób, które próbują wyjść z tego nałogu, a nie mogą. Myślę, ze to skomplikowana czasem sprawa – to wychodzenie z nałogu – a z drugiej strony, sądząc, po moim doświadczeniu, to bardzo proste. Wystarczy rzucić całą chemię, zwiększyć ilość warzyw, czyli/ i oczyścić organizm.

Chleb ze smalcem

  • pół kilo kaszy gryczanej niepalonej
  • dobrej jakości woda
  • 1 niecała płaska łyżka soli lub mniej (należny sprawdzić jakie ma się preferencje)
  • opcjonalnie przyprawy, na przykład: czarnuszka, bazylia, tymianek, cząber

Kaszę płuczemy, wsypujemy do naczynia i zalewamy wodą aż ta zakryje kaszę. Odstawiamy na noc albo na dzień, jeśli zalejemy rano (10-12 godzin).Potem mieszamy i uzupełniamy wodę – żeby była ponad kaszą ok. 1 cm.. Odstawiamy na kolejny dzień/ noc.

Dodajemy sól i przyprawy – opcjonalnie. Następnie miksujemy kaszę z wodą. Masę nalewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Wkładamy do piekarnika – zimnego – na całą noc i czekamy aż wyrośnie – to ważne, aby ciasto wyrosło, bo inaczej wyjdzie zakalec. Nagrzewamy piekarnik do ok. 180 stopni C (ciasto już w nim jest). Pieczemy ok. 60 minut albo i dłużej, bo różne są piekarniki. Skórka ma zbrązowieć, ale bez przesady. Patyczek w tzw. teście może być mokry nawet jeśli chleb jest upieczony, dlatego można po 60 minutach chleb wyjąć i kawałek mu odciąć, aby sprawdzić czy jest w środku równo wypieczony.

 

Smalec

Na 1 średni słoiczek, potrzeba ok. 5 łyżeczek bardzo czubatych oleju kokosowego nierafinowanego, 1 średnią cebulkę, 1/2 małego jabłka, trochę majeranku, cząbru i sól do smaku oraz 4 ząbki czosnku.

Rozpuść olej w rondelku, ale nie gotuj. Do rozpuszczonego oleju wrzuć posiekaną cebulkę, jabłko, zioła zgnieciony czosnek i sól. Możesz dodać też coś od siebie (na przykład dobre słowo, myśl, miłość cieknącą z paznokcia) albo jakieś inne ulubione ziółko, a także szczyptę cayenne – wtedy smalczyk nabierze lekko pomarańczowego koloru. Wszystko pomieszaj, przelej w słoik i odstaw w chłodne miejsce aż się przeistoczy w konsystencję do smarowania. Można przechowywać spokojnie 2-3 tygodnie w lodówce.

Rozmowy przy Zielonym Stole

To miejsce spotkań dla kobiet w życiu których pasja przeplata się z pracą,
a praca jest pasją! Będzie inspirująco, zielono, twórczo, zdrowo i radośnie.

Chcesz dostawać informacje o kolejnych rozmowach?

Zapisz się do newslettera, aby dostawać informacje o kolejnych wywiadach
i inne podpowiedzi, jak żyć zdrowo i szczęśliwie

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie maili od Przy zielonym stole. Zgodę możesz w każdej chwili wycofać, a szczegóły związane z przetwarzaniem Twoich danych znajdziesz w polityce prywatności.