Agnieszka Mroczek, naukowczyni , zajmująca się biochemią roślin, zarówno ziół, roślin jadalnych jak i kosmetycznych, fotografka z wykształcenia i autorka bloga Vege Kolektyw. Na co dzień prowadzi kuchnię wegańską, gotując najczęściej wraz z mężem dla siebie i dwójki dzieci, tworząc różnorodne, sezonowe dania, zwykle pozbawione też cukru rafinowanego i bezglutenowe. Blog to podsumowanie jej pasji zawodowych i prywatnych. Na blogu znajdziecie zarówno przepisy kulinarne, jak i przepisy na proste kosmetyki, czy krótkie artykuły o ziołach. Uważa, że w roślinach drzemie niesamowita siła, są pełne niezbędnych nam składników odżywczych i dobroczynnych związków aktywnych. Dosłownie i w przenośni żyje roślinami.

Wszystkie jej przepisy i przepiękne zdjęcia znajdziecie na blogu Instagramie.

Edyta Skorupska: W jaki sposób spędzasz wolny czas?

Agnieszka Mroczek: Po całym intensywnym, zabieganym i kreatywnym tygodniu potrzebuję zwykle spokoju i ciszy. W czasie wolnym lubię po prostu zostać w domu, upichcić, często wspólnie z całą rodziną, coś zdrowego i dobrego, a następnie po prostu usiąść z książką i cieszyć się ciepłem własnego domu, albo wyjechać do lasu i iść na długi spacer bez celu.

Przez wiele lat synonimem wolnego czasu były dla mnie wyjścia na miasto, teraz nawet film wolę obejrzeć w domowym kinie lub zaprosić przyjaciół na domową pizzę.

Z kolei sport, oprócz domowej jogi, uprawiam na zewnątrz – czy to bieganie, czy zajęcia fitness, czy też wspólny basen z dziećmi, ma swoje miejsce zawsze poza domem. Na urlop uwielbiam wyjechać na leśną działkę moich rodziców lub nad polskie morze, ale poza sezonem i do małej miejscowości otoczonej lasami przeciętymi ścieżkami rowerowymi. Wycisza mnie to, wyostrza stępione przez gwar miasta zmysły i daje energię na długie tygodnie miejskiego życia.

E.S: Na czym polega Twoja praca? Skąd wziął się pomysł na to, co robisz?

A.M.: Na co dzień zajmuję się biochemią roślin, badam rośliny jadalne i lecznicze, oczyszczam z nich związki aktywne i określam ich strukturę. Gdzieś pomiędzy kolejnymi eksperymentami w laboratorium udało mi się też skończyć Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu na kierunku Fotografia. Z połączenia tych dwóch pasji, i zawodowej, i tej trochę jednak pobocznej, powstał blog. Do koncepcji bloga dorzuciłam jeszcze trzecią pasję, czyli gotowanie (a ściśle rzecz biorąc jedzenie ugotowanych już potraw).

Dzięki blogowi robię zdjęcia potraw i staram się włożyć w nie całą artystyczną część mojego serca. Ponieważ dieta wegańska to mój wybór sprzed dziesięciu lat, dania na blogu są czysto roślinne. Zdrowe wegańskie przepisy tworzę na bazie roślin, które badam. We wstępach do postów piszę o roślinach, które znam lub poszerzam wiedzę na ich temat i znajduję inspirację do moich badań czy wykładów popularnonaukowych. I tak praca inspiruje pasję, a pasja doskonale łączy się z pracą.

E.S: Czy uprawiasz jakiś sport?

A.M.: Zawsze mówię, że nie uprawiam sportu, ale jestem w ciągłym ruchu. Nigdy nie uprawiałam sportu wyczynowego, nie podchodziłam do niego zadaniowo i nie starałam się osiągać jakichkolwiek celów.

Oprócz jogi, która jest ze mną już 15 lat bez przerwy, nie jestem wierna jednemu typowi aktywności. W różnych okresach życia chodziłam na fitness, na siłownię biegałam, czy pływałam. Czasami ruch zapewniał mi taniec, czasami ścianka wspinaczkowa.

Ruch kilka razy w tygodniu jest potrzebny mojemu ciału i duszy, jak zdrowe jedzenie i jestem od niego uzależniona, choć jego formy zmieniają się. W podstawówce nienawidziłam wf-u, traktowałam sport jak formę przemocy wobec dzieci o niskim napięciu mięśniowym i słabej koordynacji ruchowej, ale teraz po prostu kocham ruch i wyobrażam sobie życia bez kilku jego porcji na tydzień.

 

E.S: Jak wyglądają Twoje poranki? Czym rożni się zwykły dzień od weekendów?

A.M.: Codzienne poranki są zwykle zabiegane. Budzę się o 6.00, jeszcze przed domownikami, zanim zacznę przygotowywać się do dnia poświęcam 15 minut na jogę, aby rozruszać ciało. Zwykle przygotowujemy się do nowego dnia wieczorem, więc tylko budzę domowników i ustalamy co chcemy zjeść na śniadanie. Nie zawsze udaje nam się zjeść wspólne śniadanie, ale staramy się chociaż na pięć minut usiąść razem do stołu zanim wybiegniemy do pracy, szkoły i przedszkola.

W soboty i niedziele budzimy się już jednak bardzo powoli, jemy nieśpieszne wspólne śniadanie, spędzając cały dzień w rytmie slow, żeby odreagować całotygodniowy pośpiech i cieszyć się obecnością bliskich osób.

Na urlop uwielbiam wyjechać na leśną działkę moich rodziców lub nad polskie morze, ale poza sezonem i do małej miejscowości otoczonej lasami przeciętymi ścieżkami rowerowymi. Wycisza mnie to, wyostrza stępione przez gwar miasta zmysły i daje energię na długie tygodnie miejskiego życia.

Zdjęcie: Alicja Pietras

E.S: Opisz swoje ulubione posiłki (może to coś domowego, szarlotka babci, albo danie w jakiejś ulubionej knajpce).

A.M.: Ciężkie pytanie, ponieważ ja po prostu uwielbiam jeść i mogłabym wymieniać to co lubię w nieskończoność. Kilka dań robimy często, ponieważ lubi je całą rodzina i gar wystarczy na kilka dni.

Na pewno podstawą naszego żywienia są pasty ze strączków, czy to klasyczny hummus, czy pasta z czerwonej fasoli i suszonych pomidorów. Moje dzieci, i na szczęście ja, uwielbiają klasyczne zupy w wersji wegańskiej, czy to pikantną pomidorową, czy kwaśna albo też delikatny krupnik. Cała rodzina zajada się wielowarzywnym curry, w którym stały jest rozgrzewający zestaw przypraw, a skład zmienia się w zależności od sezonu.

W wakacje pijemy orzeźwiające mango lassi z sezonowymi owocami na bazie jogurtu sojowego lub jaglanego. W gorące dni mamy też zawsze w lodówce domowe nice creams na bazie bananów, a z równymi owocowymi lub orzechowymi dodatkami. W zimę często robię gorącą czekoladę z dodatkiem masła orzechowego.

I non stop pieczemy ciasteczka, najczęściej bananowo-owsiane, na które przepisem chciałam się z Wami podzielić. Na jesieni szukaliśmy przepisu na wegańskie burgery idealne pełne smaku umami, i kilka sposobów na oszukanie zmysłów już mamy.

Najczęściej piekę chyba jednak pizzę, zwykle na kolację, często tylko z dobrze przyprawioną passatą i plastrami pomidorów, ponieważ niezależnie od pory roku pizza jest zawsze pożądana przez moje dzieci.

 

E.S: Czy dbasz o zdrowie? Czy dobre nawyki żywieniowe/życiowe są dla Ciebie ważne?

A.M.: Staram się dbać o zdrowie, przynajmniej według współczesnych założeń i własnej wiedzy, chociaż nie przywiązuję się do teorii i założeń dietetycznych, które w ciągu ostatnich lat zmieniają się jak w kalejdoskopie. Staram się słuchać mojego ciała i decydować co jest dla niego dobre. Wybieram jedzenie lokalne, pełne składników odżywczych i jak najmniej przetworzone. Intuicyjne dobieranie składników i stawianie na różnorodność powoduje, że dieta moja i mojej rodziny zaspokaja zapotrzebowanie na prawie wszystkie składniki odżywcze, oprócz witaminy B12, którą suplementuję jako weganka, oraz witaminy D, której niedobór odczuwa większość Polaków.

Zrezygnowałam z najgorszej, przemysłowej części rynku spożywczego, czyli mięsa, nabiału i produktów przetworzonych. We współczesnej piramidzie żywienia u podstaw jest jednak przecież ruch. Dużo ruszam się, także dużo chodząc, chociażby zamiast pokonywania kilku przystanków komunikacją miejską. Robię także regularnie badania profilaktyczne. Staram się także nie stresować i wysypiać się, ponieważ niestety żadna dieta nie będzie przeciwdziałała skutecznie skutkom długotrwałego stresu i braku snu.

E.S: Czy na co dzień gotujesz zdrowo? Jakie kolory pożywienia królują w Twojej kuchni?

A.M.: Na co dzień gotuję zdrowo, choć prosto. Przemycam w diecie swojej oraz dzieci jak najwięcej kasz, pełnoziarnistej mąki, roślin strączkowych, orzechów i sezonowych warzyw, zarówno gotowanych jak i świeżych. Kolory ziemi, brązy, pomarańcze i zielenie królują w naszej kuchni, choć czerwień, róż i fiolet gości równie często w postaci owoców.

Staramy się jeść owoce sezonowe, kupione od lokalnych producentów, a owoce lata jemy w zimę tylko z pieczołowicie robionych z sezonie zapasów. W zimie zajadamy się polskimi jabłkami, a tak na prawdę jedynymi owocami, które moje dzieci kochają są pomarańcze i kiwi, zaś banany jemy od święta w deserach.

Choć nie zrezygnowaliśmy z cukru, to gości on w naszej kuchni w weekendowych, tradycyjnych wypiekach, a na co dzień słodzimy ksylitolem. Ograniczam też stosowanie mąki pszennej, bo choć nie musimy unikać glutenu, to opieranie dużej części jadłospisu na jednym produkcie spożywczym wydaje mi się nienaturalne. Dlatego często na śniadanie jemy kanaki na dobrym pszenno-żytnim chlebie na zakwasie, ale już makaron gotuję np. z ciecierzycy a do ciasta dodaję mąkę kukurydzianą, gryczaną czy ryżową.

 

E.S: Czy lubisz i czy jadasz słodycze? Co sądzisz o uzależnieniu od cukru – jak jest w Twoim życiu?

U.O.: Uwielbiam smak słodki i jestem od niego uzależniona. Są okresy w moim życiu, kiedy mój mózg jest w stanie znaleźć najsłabsza wymówkę, abym sięgnęła po batonik lub ciastka (zwykle wystarczy, że jest to wegańskie), szczególnie w chwilach kiedy jestem zmęczona lub potrzebuję pocieszenia. Dlatego staram się mieć zawsze pod ręką składniki na szybkie słodkości, jak nadziewane masłem orzechowym daktyle.

Jednak wiem, że cukier to cukier i staram się także ograniczać bardzo słodkie owoce, czyli winogrona, daktyle i banany, które choć dostarczają mnóstwo dobrych składników odżywczych mają bardzo duży indeks hipoglikemiczny. Ostatnio ograniczam słodycze słodzone ksylitolem czy etytrytolem, żeby wygasić głód smaku słodkiego, który dopada mnie często kiedy nie mam pod ręką zdrowych zamienników cukru. Dlatego robię sobie długie odwyki od jakiejkolwiek słodyczy i zyskuję odporność na słodkie i niezdrowe pokusy w chwilach słabości.

E.S: Co sądzisz o modzie na „zdrowe gotowanie”?

A.M.: Moim zdaniem nie powinna być to moda, ale norma, także obejmującą gotową żywość sprzedawaną w sklepach. Oczywiście trudno postawić ostrą granicę między tym co zdrowe a nie zdrowe, wiele zależy od indywidualnego metabolizmu. Jednak choroby dietozależne są plagą naszej cywilizacji, to nie tylko zimna statystyka, ale problemu żywych, podejmujących dobre lub złe decyzje ludzi, i to od nas głównie zależy, po której stronie odchylenia standardowego będziemy ;)

Trudno postawić ostrą granicę między tym co zdrowe a nie zdrowe, wiele zależy od indywidualnego metabolizmu. Jednak choroby dietozależne są plagą naszej cywilizacji, to nie tylko zimna statystyka, ale problemu żywych, podejmujących dobre lub złe decyzje ludzi, i to od nas głównie zależy, po której stronie odchylenia standardowego będziemy.

E.S: Czy masz do polecenia jakieś swoje odkrycia: mam na myśli zdrowe kosmetyki, ciuchy, lub inne rzeczy, które wytwarzane są w małych manufakturach i mają wysoką jakość?

A.M.: Jeśli chodzi o wegańskie kosmetyki ostatnio jestem wierna firmie Ringana, z którą nie tylko współpracuję prowadząc bloga, ale i też zaczęłam kupować jej hipoalergiczne, choć pełne naturalnych ekstraktów kremy.

Często korzystam też z produktów polskich marek, które są z założenia a są wegańskie, takie jak Zielone Laboratorium lub Auna Vegan, oferujące mi nie tylko świetną jakość, ale też pewność że nie ma w nich składników pochodzenia zwierzęcego.

Z moich odkryć modowych szczerze polecam buty Izabeli Krzysiak, projektantki szyjącej piękne wegańskie botki z artystycznym sznytem. Ostatnio bardzo ograniczyłam zakupy ciuchów, ponieważ przemysł odzieżowy jest jednym z największych trucicieli na naszej planecie, a mam w szafie mnóstwo ponadczasowych ubrań, o które dbam i pielęgnuję, żeby służyły mi jak najdłużej. Kupuję tylko te rzeczy, których naprawdę potrzebuję i staram się robić zakupy z drugiej ręki, w ciucholandach lub serwisach sprzedażowych.

To samo tyczy się rzeczy do domu. Jedynie polska ceramika jest moją słabością i posiadam pewnie zbyt dużą kolekcję pięknych talerzy i misek z krakowskich pracowni Kooe i Projectorium, które choć dość różne stylistycznie, pięknie uzupełniają się na co dzień i na zdjęciach kulinarnych.

E.S: Z czym kojarzy Ci się kolor zielony?

A.M.: Z lasem, naturą i kolendrą, którą uwielbiam.

E.S: Jakie książki czytasz?

A.M.: Z książkami było jak ze sportem, nie lubiłam czytać lektur, które narzucano mi w szkole, dopiero po zapisaniu się do biblioteki w 6. klasie zakochałam się w literaturze. Od tamtego czasu pochłaniam książki z bardzo różnych gatunków literackich i rejonów świata. Staram się czytać jak najwięcej beletrystyki, która rozwija wyobraźnię i opisuje świat poza materią, ale nie stronię także od dobrych reportaży.

W ostatnim czasie największe wrażenie wywarł na mnie reportaż „Na marne” Marty Sapały, która w pasjonujący sposób opisuje nie tylko problem marnowania żywności, ale i miejsce jedzenia w naszej kulturze. Z powieści ostatnio przeczytałam drugą „Królestwo” Szczepana Twardocha, choć Drach pozostanie najważniejszą książką tego autora.

E.S:Co Cię inspiruje w życiu?

A.M.: Drobne momenty w życiu, którymi się zachwycam; rozmowy z ludźmi, którzy są dla mnie ważni; pełne uważności podejście spojrzenie na świat moich dzieci; słowa w książkach, które czytam; obrazy, które do mnie docierają ze wszystkich stron.

E.S: Za co chcesz sobie podziękować?

A.M.: Za to, że wciąż pracuję nad sobą i rozwijam się, każdego dnia wychodząc ze strefy komfortu i próbując czegoś nowego. Za to, że wytrwale kreują swoją rzeczywistość i nie poddaję się mimo, że jest ciężko i wymaga to dużo pracy, a jednocześnie potrafię wycofać się, jeśli wiem, że kontynuowanie czegoś nie ma sensu (choć uczyłam się tego bardzo długo). Też za to, że potrafię cieszyć się małymi rzeczami, nie rezygnując z tych dużych.

E.S: Czy jest coś ważnego w Twoim życiu czym chciałabyś się podzielić z innymi kobietami? Jakaś jedna, mocna rzecz?

A.M.: To czego nauczyłam się w dość już długim i pełnym doświadczeń życiu, to to że nie można czekać na zmiany tylko trzeba je inicjować; nie warto też zamykać się w pozornych, małych celach, które prowadzą nas donikąd i stawiać sobie te duże.

Długo uczyłam się tego, żeby nie sugerować się opiniami innych, a znaleźć wiarę w swoją wartość i w to co robię. Innym kobietom chciałabym też przekazać, żeby pamiętały też o swoich potrzebach, a nie poświęcały życia tylko na zaspakajanie cudzych.

E.S: Czy jest jakaś kobieta, którą chciałabyś zaprosić do kolejnej rozmowy przy zielonym stole?

A.M.: To trudny wybór, ponieważ otacza mnie z życiu i w sieci wiele mądrych, kreatywnych kobiet, które cenię i lubię. Może warto by zaprosić o takiej rozmowy dziewczyny z Mead Leadies? Cenię ich wiedzę, pasję i konsekwencję, a ich blog oraz książki są wyjątkową skarbnicą wiedzy na temat ziół, dzikich roślin jadalnych czy fermentacji. Ciekawe co odpowiedziałyby na bardziej osobiste pytania?

To czego nauczyłam się w dość już długim i pełnym doświadczeń życiu, to to że nie można czekać na zmiany tylko trzeba je inicjować; nie warto też zamykać się w pozornych, małych celach, które prowadzą nas donikąd i stawiać sobie te duże. Długo uczyłam się tego, żeby nie sugerować się opiniami innych, a znaleźć wiarę w swoją wartość i w to co robię. Innym kobietom chciałabym też przekazać, żeby pamiętały też o swoich potrzebach, a nie poświęcały życia tylko na zaspakajanie cudzych.

Przepis na błyskawiczne ciasteczka śniadaniowe

To jeden z ulubionych przepisów moich dzieci i nie wiem dlaczego nie znalazł się jeszcze na blogu, bo naprawdę często je pieczemy. Może dlatego, że znikają zbyt szybko, żeby można je było sfotografować. Są naturalnie słodkie, miękkie i pożywne. Są niezwykle sycące, choć nie zawierają cukru rafiowego, a jednocześnie pełne witamin i minerałów. Od spróbowania ich dzieli nas tylko 5 składników, skompletowanie miseczki i widelca, pięć minut pracy i 20 minut pieczenia. Można upiec je na przykład rano, podać jeszcze ciepłe z kakao na mleku roślinnym lub włożyć do śniadaniówki.

SKŁADNIKI (na 12 ciastek):

  • 3 małe lub 2 duże bardzo dojrzałe banany
  • 2 szklanki błyskawicznych płatków owsianych
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 50 g gorzkiej czekolady, najlepiej bez dodatku cukru

Wykonanie:

Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni Celsjusza.

Banana gnieciemy widelcem na pure, dodajemy masło orzechowe i mieszamy.

Do bananowego pure wsypujemy płatki owsiane i cynamon, mieszamy tym samym widelcem do połączenia.

Dodajemy pokrojoną w kostkę czekoladę, rozprowadzamy ją równomiernie w masie. Masę możemy przygotować wcześniej i zostawić przykrytą ściereczką miskę nawet na noc – wtedy płatki zmiękną i struktura ciastek będzie bardziej jednolita.

Po 2 łyżki masy przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia lub na dowolne naczynie do pieczenia posmarowane olejem roślinnym, następnie formujemy okrągłe ciasteczka.

Wstawiamy do rozgrzanego piekarnika, pieczemy 15 minut.

Chcesz dostawać informacje o kolejnych rozmowach?

Rozmowy przy Zielonym Stole

To miejsce spotkań dla kobiet w życiu których pasja przeplata się z pracą,
a praca jest pasją! Będzie inspirująco, zielono, twórczo, zdrowo i radośnie.