Żona, mama dwójki nastolatków. Wielbicielka kotów. Energiczna, aktywna, ciekawska. Lubi dobrą organizację i pomaganie innym, dlatego często angażuje się w różne inicjatywy (np. prowadzenie rady rodziców w szkole, organizacja imprez szkolnych czy innych spotkań).

Zawodowo tłumacz języka angielskiego (www.erin.pl), z pasji instruktor slow jogging. Poszukuje nowych ścieżek rozwoju zawodowego i osobistego.

Oto Agnieszka – jak dla mnie KOBIETA RAKIETA, która każdego dnia jest pełna optymizmu i ochoczo działa w lokalnym środowisku. Koniecznie musicie Ją poznać.

Edyta Skorupska: W jaki sposób spędzasz wolny czas?

Agnieszka Ciechowicz: Nie do końca umiem zdefiniować pojęcie „czas wolny”.

Jestem dość aktywna, moje zainteresowania zmieniają się dość często, w związku z czym planuję sobie różne aktywności pogłębiające te zainteresowania w czasie, kiedy nie pracuję. Czasem te aktywności są dla całej rodziny (spacery, rowery, wycieczki, wyjścia do kina, różnego rodzaju warsztaty itp.), a czasem tylko dla mnie (nowe formy ćwiczeń, wykłady, warsztaty relaksacyjne).

Najczęściej czytam, słucham audiobooków, robię na drutach, biegam, spotykam się z przyjaciółmi czy po prostu oglądam coś ciekawego.

 

E.S: Na czym polega Twoja praca? Skąd wziął się pomysł na to, co robisz?

A.C.: W dzieciństwie chciałam być ogrodniczką. Moi rodzice prowadzili ogrodnictwo i wydawało mi się naturalne, że ja też będę się tym zajmować. Jednakże pod koniec szkoły podstawowej zapałałam wielką miłością do języka angielskiego i od tego momentu myślałam już tylko o zawodzie tłumacza. Nie pamiętam co było bodźcem, ale pamiętam, że byłam bardzo zdeterminowana, poszłam do szkoły średniej w mieście oddalonym o dwadzieścia parę kilometrów, żeby się uczyć angielskiego, bo liceum w moim rodzinnym mieście nie oferowało tej możliwości.

Moją przyszłą pracę wyobrażałam sobie jako twórcze, ale relaksujące zajęcie polegające na siedzeniu przy stole z herbatą i dobieraniu odpowiednich słów. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że ta wymarzona praca może być mocno stresująca, nieregularna i obciążona krótkimi terminami. 😊

Dążyłam wytrwale do tego celu i ta droga okazała się dla mnie właściwa. Od prawie 20 lat pracuję jako tłumacz języka angielskiego i współpracuję z firmami tłumacząc wszelkiego rodzaju dokumenty i towarzyszę im przy prowadzeniu współpracy z zagranicznymi kontrahentami i zdobywaniu nowych rynków zbytu. Prowadzę z mężem Biuro Tłumaczeń ERIN, w którym współpracując z tłumaczami w całym kraju i zagranicą, oprócz języka angielskiego realizujemy też zlecenia tłumaczeń na ponad 30 języków.

Mój zawód daje mi dużą satysfakcję (mam „w palcach” tysiące stron umów, raportów, opracowań), pozwala na dość elastyczne godziny pracy. Jego wadą natomiast jest „stacjonarny” charakter: wiele godzin spędzonych przy komputerze, co wywiera dość negatywny wpływ na samopoczucie, a przede wszystkim na kręgosłup. Ale mimo wszystko lubię to, co robię.

E.S: Czy uprawiasz jakiś sport?

A.C.: Kiedyś nie byłam fanką sportu, ale to się na szczęście zmieniło. Sport w różnych formach towarzyszy mi regularnie od kilku lat – przez długi czas próbowałam znaleźć odpowiadającą mi aktywność, przy której zatrzymałabym się na dłużej. Obecnie mam już swoich stałych faworytów: gram w badmintona, ćwiczę Pilates, spaceruję i jeśli starczy mi czasu – jeżdżę na rowerze. Chciałabym też nauczyć się pływać.

Natomiast dzięki „wadom” mojej pracy zawodowej odkryłam aktywność ruchową, która stała się nie tylko odskocznią od siedzącego trybu życia, ale zamieniła się w pasję, którą dzielę się z innymi. Jest to slow jogging – spokojny trucht w wygodnym tempie czyli japońska recepta na dobrą kondycję i samopoczucie.

Odkrycie slow joggingu pozwoliło mi nie tylko regularnie się ruszać bez obaw o kontuzje, ale także z przekonaniem propagować tę formę aktywności. Wraz z Magdą, która tak jak ja jest instruktorką slow joggingu, tworzymy rosnącą społeczność Slow Jogging Wrocław. Jestem przekonana, że slow jogging ma do odegrania ważną rolę we współczesnym świecie, w którym dominuje siedzący tryb życia i bardzo się cieszę, że systematycznie dołączają kolejni aktywni sympatycy.

 

E.S: Jak wyglądają Twoje poranki? Czym rożni się zwykły dzień od weekendów?

A.C.: Lubię wstawać o tej samej porze, więc wstaję tak samo w zwykły dzień i w weekend. W roku szkolnym dopasowuję się do planu lekcji moich dzieci i wstaję ok. 6:20. Poranek w tygodniu jest bardziej pospieszny i zorganizowany, żeby dzieci zdążyły do szkoły, koty zaspokoiły głód i dzień nabrał rozpędu.

Jakiś czas temu odkryłam, że w poniedziałki źle mi się pracuje, więc w ten dzień zwykle potrzebuję kilku godzin na otrząśnięcie się z weekendu i ułożenie planu tygodnia. Staram się więc tak ułożyć pracę zawodową, żeby w miarę możliwości nie kończyć ani nie zaczynać zleceń w poniedziałkowe przedpołudnie. W weekendy natomiast lubię wstawać zanim obudzą się pozostali domownicy, pogłaskać w ciszy moje koty, poczytać książkę przy herbacie i pozwolić czasowi swobodnie przepłynąć.

W pewnym momencie zrozumiałam, że to ode mnie zależy jak się czuję, jak wyglądam i ile mam energii.

E.S: Ulubione posiłki?

A.C.: Uwielbiam chleb w każdej postaci! Nie mam ulubionego przepisu, mam tylko wspomnienie z dzieciństwa, chleba na zakwasie, który piekła moja babcia. Był wielki, wilgotny, miał ciemną skórkę i przez długi pozostawał świeży. No i był przepyszny, wiadomo!

 

E.S: Czy dbasz o zdrowie?

A.C.: Kiedyś tak nie było, ale chyba jestem na dobrej drodze do poprawy swojego zdrowia i życia. Chodzę wcześniej spać, piję więcej wody, staram się nie denerwować tak jak kiedyś różnymi rzeczami, pilnuję codziennego ruchu, gotuję w domu i szukam sposobów na wyeliminowanie cukru i innych szkodliwych składników. W pewnym momencie zrozumiałam, że to ode mnie zależy jak się czuję, jak wyglądam i ile mam energii. Nie jest idealnie, ale z pewnością jest dużo lepiej niż dawniej.

 

E.S: Czy na co dzień gotujesz zdrowo? Jakie kolory pożywienia królują w Twojej kuchni?

A.C.: W przeszłości nie zwracałam uwagi na to co jem. Kilka lat temu okazało się, że choruję na insulinooporność, dlatego konieczne były zmiany w kuchni. Nie lubię gotować, dlatego w mojej kuchni królują dania proste i szybkie: zupy, sałatki, leczo czy duszone warzywa, do tego kawałek mięsa lub ryby (chciałabym powiedzieć, że tylko duszone czy gotowane na parze, ale smażone też jemy, bo gotuję dla całej rodziny, która nie zawsze chce jeść tylko zdrowo 😊).

Staram się, by nasze jedzenie było kolorowe, w naszej kuchni jest sporo różnych warzyw i owoców. Nie wszystkie przypadają do gustu każdemu z domowników, ale próbujemy. Jak na osobę, która nie lubi spędzać czasu w kuchni robię sporo domowych przetworów i kiszonek: zakwas buraczany, kiszoną marchewkę, kiszone ogórki (uwielbiamy całą rodziną!), dżemy z ulubionych owoców (maliny, śliwki). Przymierzam też się do domowego ketchupu i suszonych pomidorów.

Od czasu do czasu towarzyszę w eksperymentach kulinarnych mojej 12-letniej córce, którą cieszy i pasjonuje gotowanie i wtedy często sięgamy po przepisy na zdrowe desery, bez białej mąki czy cukru. Ja osobiście wolę przygotowywać dania wytrawne i pikantne 😊

 

E.S: Czy lubisz i czy jadasz słodycze? Co sądzisz o uzależnieniu od cukru – jak jest w Twoim życiu?

A.C.: To temat rzeka, tak jak powszechna obecność cukru (a jeszcze gorzej syropu glukozowego) we wszystkich produktach. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie lubię słodyczy i chyba nie znam osoby, która ich nie lubi. Miewam swoje lepsze i gorsze chwile, ale w tych lepszych w ogóle nie jem słodyczy (lodów, ciast, batonów, słodkich bułek itp.), a w gorszych staram się głód cukru zaspokoić owocami (które przy insulinooporności też nie są wskazane w dużych ilościach) albo zjeść deser zrobiony w domu. W najgorszym razie staram się by mój „upadek” cukrowy był jak najkrótszy. Tak działam jako osoba insulinooporna.

Z dziećmi omawiam skład różnych ulubionych produktów, znaczenie kolejności poszczególnych składników. Mam nadzieję, że dzięki temu będą umiały dokonywać korzystnych dla nich wyborów.

Są też takie okresy, kiedy zupełnie nie kupujemy żadnych gotowych słodyczy, bo widzimy jak często odruchowo sięga się po leżący w szafce batonik czy ciasteczko (wyjątkiem jest gorzka czekolada, bo ją mamy chyba zawsze). Więc na pewno coś jest na rzeczy z tym uzależnieniem!

 

E.S: Co sądzisz o modzie na „zdrowe gotowanie”?

A.C.: Jestem jak najbardziej za zdrową kuchnią, choć chyba słowo moda nie jest zbyt trafne, bo moda to coś, co przemija, a zdrowe gotowanie powinno być naszą codziennością.

Dzięki „wadom” mojej pracy zawodowej odkryłam aktywność ruchową, która stała się nie tylko odskocznią od siedzącego trybu życia, ale zamieniła się w pasję, którą dzielę się z innymi.

E.S: Czy masz do polecenia jakieś swoje odkrycia: mam na myśli zdrowe kosmetyki, ciuchy, lub inne rzeczy, które wytwarzane są w małych manufakturach i mają wysoką jakość?

A.C.: Jeszcze nie jestem na etapie, w którym miałabym wypróbowane naturalne kosmetyki.
Jestem uzależniona od zapachu, dlatego rozglądam się np. za naturalnymi świecami, balsamami czy kremami o delikatnych, energetyzujących zapachach.

 

E.S: Z czym kojarzy Ci się kolor zielony?

A.C.: Aktualnie z młodym jęczmieniem 😊 Ale tak w ogóle to z naturą, wiosną i dobrą energią.

 

E.S: Jakie książki czytasz?

A.C.: Przeróżne. Dla rozrywki kryminały i sensacje, z zainteresowania książki o rozwoju osobistym, o biznesie online, itp. Słucham też dużo książek audio i podcastów, które mogę zabrać ze sobą na spacer czy truchtanie.

 

E.S:Co Cię inspiruje w życiu?

A.C.: Ludzie, miejsca, własne myśli.

 

E.S: Za co chcesz sobie podziękować?

A.C.: Za to, że jestem nieustępliwa, ciekawa świata i ludzi. To pozwala mi się zmieniać, rozwijać, a jednocześnie cieszyć tym, co mam.

 

E.S: Czy jest coś ważnego w Twoim życiu czym chciałabyś się podzielić z innymi kobietami? Jakaś jedna, mocna rzecz?

A.C.: Chciałabym życzyć każdej kobiecie, żeby na ich drodze stawali ludzie, którzy będą je wspierać, doceniać i wzmacniać.

 

E.S: Czy jest jakaś kobieta, którą chciałabyś zaprosić do kolejnej rozmowy przy zielonym stole?

A.C.: Mam kilka! Bardzo chciałabym spotkać Przy zielonym stole Bożenę Andrzejewską, Magdalenę Sienkiewicz, Izabelę Czuban lub Agatę Dutkowską. Każda z nich jest niezwykła 😊

Chciałabym życzyć każdej kobiecie, żeby na ich drodze stawali ludzie, którzy będą je wspierać, doceniać i wzmacniać.

Chcesz dostawać informacje o kolejnych rozmowach?

Zapisz się do newslettera, aby dostawać informacje o kolejnych wywiadach
i inne podpowiedzi, jak żyć zdrowo i szczęśliwie

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie maili od Przy zielonym stole. Zgodę możesz w każdej chwili wycofać, a szczegóły związane z przetwarzaniem Twoich danych znajdziesz w polityce prywatności.

Rozmowy przy Zielonym Stole

To miejsce spotkań dla kobiet w życiu których pasja przeplata się z pracą,
a praca jest pasją! Będzie inspirująco, zielono, twórczo, zdrowo i radośnie.