Dorota Dojka – mama z wielką pasją piekąca chleb. Kobieta, która zawsze podzieli się zakwasem. Propagatorka pieczenia chleba w domu, we własnym piecu (jaki by nie był). Zapraszam na naszą rozmowę.

 

Edyta Skorupska: W jaki sposób spędzasz wolny czas?

Dorota Dojka: Wolny czas w dzisiejszych czasach to towar deficytowy, ale każdy ma go tyle samo, więc wymówki typu „nie mam czasu na…” dla mnie nie istnieją.

Podobnie jak nie przyjmuje tłumaczenia typu „nie mam czasu aby samej piec chleb”😊, ale jestem w stanie zrozumieć, że najzwyczajniej świecie może czasami się nie chcieć piec😉 mi również, wówczas kupuje pieczywo w dobrej piekarni.

Kiedyś nawet prowadziłam warsztaty z pieczenia chleba na zakwasie, które zatytułowałam „jak upiec chleb na zakwasie w 5 minut” i rzeczywiście udało się pokazać uczestniczkom, że chleb powstaje w 3 etapach po x 5 minut:

1 etap: dokarmienie zakwasu, zrobienie tzw. zaczynu

2 etap: wymieszanie chleba żytniego lub pszenno-żytniego

3.etap : przełożenie do foremki

Finał: włożenie do piekarnika

Jak uważnie zmierzycie ze stoperem ile czasu „stracicie” na te poszczególne czynności, okaże się , ze zdrowy chleb możecie zrobić w niecałe 15 minut plus godzina na pieczenie.

Proste, prawda?

Ale tak naprawdę pieczenie chleba, warsztaty jakie zdarza mi się prowadzić nie nazwałabym moim sposobem na spędzanie wolnego czasu.

To pewnego rodzaju nawyk, jak mycie zębów, który robię już od 5 lat!

Mój wolny czas dzieli się na ten spędzony samej: bieganie, fitness, książka i ten spędzony z mężem i dziećmi: wycieczki poza miasto, spacery, wędrówki górskie. Naszym ulubionym miejscem weekendowym są Sulistrowiczki ze źródełkiem, które nie przestaje tryskać oraz Limanowa i Beskid Wyspowy.

E.S: Na czym polega Twoja praca?

D.D.: Od 2005 roku prowadzę własną agencję reklamową. Staram się pomóc klientom w wyborze, zakupie i znakowaniu produktów reklamowych różnego rodzaju. Lubię spotkania z klientami, współprace z podwykonawcami, producentami. Wiele znajomości przerodziło się w przyjaźnie, które trwają do dziś, mimo, że nie łączą już nas sprawy zawodowe.

 

E.S: Skąd wziął się pomysł na to, co robisz?

D.D.: Pomysł na pracę zawodową wymyślił mi Los, a pasja pieczenia, zdrowego odżywiania zrodziła się z potrzeby zadbania o siebie i moja rodzinę.

Teraz nawet kiedy obowiązki zawodowe czy rodzinne ograniczają moją aktywność warsztatową, to staram się odsyłać na najbliższe warsztaty, aby inni mogli skorzystać.

E.S: Czy uprawiasz jakiś sport?

D.D.: Uwielbiam biegać i starałam się biegać co drugi dzień do czasu kontuzji kolana.

Od jakiegoś czasu musiałam zamienić biegi na spacery, marsze oraz fitness.
Odkryłam dzięki temu pilates, który doskonale poprawia jakość mięśni głębokich i musi mi wystarczyć do czasu „naprawienia” kontuzji.

E.S: Jak wyglądają Twoje poranki? Czym rożni się zwykły dzień od weekendów?

D.D.: Wstaję przed 6, przygotowuję z mężem dwójkę dzieci do szkoły i przedszkola.

Jemy razem śniadanie i po odprowadzeniu dzieci do przedszkola i szkoły zajmuję się sobą, czyli albo biegam, albo ostatnio idę na ćwiczenia.

Potem po prysznicu siadam do pracy.

Weekendy spędzone w domu z rodziną nie różnią się u nas niczym nadzwyczajnym od tych , które są w milionach innych polskich rodzin😊: sprzątanie, wiosną sporo czasu spędzamy w ogrodzie, lubię mój ogród, zioła, taras.

No właśnie: takim luksusem w okresie letnim jest dla mnie poranna kawa i śniadanie na tarasie. Dzieci z kolei rozpieszczam goframi lub koktajlami owocowo-warzywnymi.

Lato to też czas odwiedzin i spotkania z przyjaciółmi.

Ponieważ przed ślubem mieszkałam w Pniu i tam miałam, przyjaciół, którzy teraz jadąc na południe na wakacje zahaczają o Wrocław, z czego bardzo się cieszę.

Od jakiegoś czasu musiałam zamienić biegi na spacery, marsze oraz fitness.
Odkryłam dzięki temu pilates, który doskonale poprawia jakość mięśni głębokich.

 

E.S: Opisz swoje ulubione posiłki (może to coś domowego, szarlotka babci albo danie w jakiejś ulubionej knajpce).

D.D.: Moje ulubione dania to sałatki, ze świeża bazylią, co mam w lodówce to daję na talerz , do tego dressing, kroma razowego chleba z masłem i tak wyglądają zwykle moje lunche.

Wieczorem z rodziną jemy na ciepło albo zupy i tutaj jestem fanką barszczu, ale bez śmietany, taki najzwyklejszy: buraki, czosnek , ziele angielskie i liść laurowy, do tego cytryna i ocet jabłkowy, można zmiksować buraki na krem i taką zupę mogę jeść codziennie.

Ulubione danie to to z wykorzystaniem tego, co akurat zaczyna być w warzywniaku, ale faktycznie jest jedno danie całoroczne, które uwielbiam: naleśniki ze szpinakiem, pomidorem i mozzarellą, podsmażone tak by mozzarella się rozpuściła nieco i polane sosem balsamicznym. Pycha!

 

E.S: Czy dbasz o zdrowie? Czy dobre nawyki żywieniowe/życiowe są dla Ciebie ważne?

D.D.: Do zdrowia i zdrowego odżywiania zaczęłam poważnie podchodzić po urodzeniu mojej córeczki, 8 lat temu, kiedy to dowiedziałam się, że mam SM.

Był to dla mnie ogromny wstrząs, ale… no właśnie, gdyby nie ta diagnoza, może dziś moją ulubioną restauracją byłby McDonalds.

A tak poważnie, to nic nie dzieje się bez przyczyny. Albo inaczej: każde doświadczenie ma sens i może z niego wyniknąć wiele dobra dla nas.

Ja odstawiłam całą chemię z jedzenia, nie kupuję fast foodów, produktów przetworzonych, konserw, itp. Nie mamy też białego cukru, mąkę tylko z zaprzyjaźnionego młyna, bez ulepszaczy.

Z nawyków, które polecam innym to poranne picie wody z cytryną oraz ogólnie popijanie wody alkalicznej jeśli mam, a jeśli nie to z cytryną miedzy posiłkami, nie po posiłku!

Kolejnym nawykiem, który staram się przestrzegać to niełączenie białka z węglowodanami, czyli ryba z warzywami, albo ziemniaki z surówka. Czyli tradycyjnego schabowego z ziemniakami i mizerią , którego uwielbia moja córka, jem naprawdę od Święta.

E.S: Czy na co dzień gotujesz zdrowo? Jakie kolory pożywienia królują w Twojej kuchni?

D.D.: Jemy prosto: makaron z warzywami, pizza razowa na zakwasie lub na drożdżach, ale bez mięsa, pieczarek, zwykła margerita, obsypana rukolą.

Uwielbiam zielone warzywa, w tą niedziele zrobiłam zielony gulasz: to była improwizacja, ale podzielę się , bo wyszedł naprawdę przepyszny:

500 gram piersi indyka pokrojonego w kostkę i oprószonego w mące oraz przyprawie curry i garam masala, podsmażasz z cebulką i czosnkiem na patelni, dodajesz dwie gałązki selera naciowego, jedną zieloną cukinię, pokrojone w kostkę, a na końcu dodajesz same końcówki zielonych szparagów, około 5-6 sztuk. Dusisz dobre 45 minut, przyprawiasz na końcu solą i pieprzem do smaku. Ja podałam to danie z ryżem, z racji, że było mocno warzywne bez żadnych dodatków.

To danie jak większość jest efektem moich improwizacji, wykorzystania tego, co mam w lodówce, albo tego co dostanę od cioci ze wsi.

 

E.S: Czy lubisz i czy jadasz słodycze? Co sądzisz o uzależnieniu od cukru – jak jest w Twoim życiu?

D.D.: Lubię słodycze, ale nie mam wrażenia, że jestem od nich uzależniona.

Moje śniadania są słodkie: kawa i chleb z miodem lub własną konfiturą. Nie potrafię zjeść na śniadanie jajecznicy na bekonie albo np. parówki, kiełbasy białej itp. To nie moje smaki.

(Nauczyłam się jeść takie śniadania jak jeździłam na studiach do Francji i to mi zostało. Francja w ogóle jest wielką moją inspiracją, poza tym styl jedzenia Francuzów z ich „świętymi godzinami” posiłków bardzo mi odpowiada i imponuje).

Może właśnie dlatego później w ciągu dnia, nie „ciągnie” mnie już do słodkiego. W południe jem sałaty lub sałatki, a wieczorem na ciepło zupy lub dania jak np. te podane powyżej.

E.S: Co sądzisz o modzie na „zdrowe gotowanie”?

D.D.: Popieram, sama propaguję, ale bez fanatyzmu. Jedzenie jest dla człowieka, ale człowiek nie może być niewolnikiem jedzenia albo diety.

Czasami jak zdarzy mi się zjeść coś mniej zgodnego z moim menu, bo np. jestem w gościach itp., to jem, doceniam, smakuję.

Nie można w gościach odsuwać talerza z zupą, bo znalazł się w niej kawałek boczku, tłumacząc , że nie jem mięsa. Stół, posiłek to miejsce spotkań, biesiadowania, budowania więzi rodzinnych , przyjacielskich, to czas kiedy szukamy tego co nas łączy, a nie licytowania o to, kto je mniej cukru czy glutenu.

Stół, posiłek to miejsce spotkań, biesiadowania, budowania więzi rodzinnych , przyjacielskich, to czas kiedy szukamy tego co nas łączy.

E.S: Z czym kojarzy Ci się kolor zielony?

D.D.: Nadzieja i Zmartwychwstanie, Wiosna.

 

E.S: Jakie książki czytasz?

D.D.: Czytam po dwie na raz: jedną z serii motywacyjnych, a drugą bardziej fabularną. Polecam dwie wspaniałe książki tej samej autorki „Simona” i „Wanda Rutkiewicz” .

Sporo też czytałam książek o biegaczach, ale jak miałabym wybierać jedną do polecenia, to byłaby to „Jeszcze jedna mila” – Pam Reed.

E.S: Co Cię inspiruje w życiu?

D.D.: Inspirują mnie ludzie , którzy mają jakąś pasje: czy to biegają, czy się wspinają, czy gotują z pasją, czy też żyją pięknie, z Miłością, bo Pasja to Miłość przecież.

E.S: Za co chcesz sobie podziękować?

D.D.: Za to, że jestem wierna swoim wartościom, że staram się wsłuchiwać w swój wewnętrzny głos, iść za nim…

E.S: Czy jest coś ważnego w Twoim życiu czym chciałabyś się podzielić z innymi kobietami? Jakaś jedna, mocna rzecz?

D.D.: Hmmm… aby bardziej ufały sobie i wierzyły w siebie, aby się nie bały: co inni o mnie powiedzą, czy będą mnie lubić jak zrobię albo nie zrobię czegoś.

To ostatnie takie doświadczenie spotkania kilku kobiet, które boja się ogólnie rzecz ujmując ryzyka, porażki, a bez ryzyka, nie ma sukcesu (choć nie lubię tego słowa, bo jest „nadmuchane”, ale sprowadzając to do kuchni, to w moim wypadku nie ugotowałabym połowy dań i nie upiekłabym większości ciast gdybym bała się zaryzykować nie mówiąc o podaniu czy niepodaniu ich gościom. Podobnie jest z próbowaniem innych doświadczeń.)

Pamiętam wiele rozmów z dziewczynami, które mówiły „ nie biegam, bo to nie dla mnie!”, na pytanie: czy próbowałaś odpowiadały, no nie, ale wiem, że… I tak jest z każdą dziedziną naszego życia. Nie uważam, że biegać każdy musi, ale ruszać się każdy powinien, a jaką aktywność dla siebie wybierze, to już jego wybór.

E.S: Czy jest jakaś kobieta, którą chciałabyś zaprosić do kolejnej rozmowy przy zielonym stole?

D.D.: Małgorzata Gaca, kosmetolog, wspaniała kobieta, działa na mnie jak środek uspokajający.

Chciałabym powiedzieć innym kobietom, aby bardziej ufały sobie i wierzyły w siebie, aby się nie bały: co inni o mnie powiedzą, czy będą mnie lubić jak zrobię albo nie zrobię czegoś.

Rozmowy przy Zielonym Stole

To miejsce spotkań dla kobiet w życiu których pasja przeplata się z pracą,
a praca jest pasją! Będzie inspirująco, zielono, twórczo, zdrowo i radośnie.

Chcesz dostawać informacje o kolejnych rozmowach?