Magdę poznałam bardzo dawno temu. W czasach, gdy prowadziłam grupę dla kobiet, na której „darłyśmy wspólnie pierze”, a dokładniej: gotowałyśmy zdrowo, uczyłyśmy się szydełkować, szyć i robić na drutach. To był czas słodkiego lenistwa, wzrastania i wzmacniania się. Magda nie była jeszcze kosmetyczką, zaczynała. Dziś jest niesamowitą pasjonatką zdrowia i urody. I już od 7 lat zajmuje się zawodowo kosmetyką. Zapraszam na naszą rozmowę i na poznanie Jej lepiej, bo jest niesamowicie ciepłą oraz wyjątkowo i wszechstronnie utalentowaną kobietą.

Tak mówi o sobie sama:

Prywatnie jestem żoną Dawida: wspaniałego i dzielnego introwertyka, który analizuje moje poczytania i ma zawsze trafne wnioski, z którymi ciężko mi się czasami pogodzić, haha :). Jednak bez tych analiz nie byłabym w stanie siebie okiełznać.

Jestem mamą dwójki niesamowicie kreatywnych stworzeń, Hani, która ma 7 lat i Huberta 4 latka. Pochodzę z Wisły, malowniczej miejscowości w sercu Beskidów. Obecnie od 13 lat mieszkam we Wrocławiu.

Kiedyś pracowałam w Banku, dzisiaj kilka ulic dalej prowadzę swoje Kosmetyczne, Malinowe Atelier – Gabinet Kosmetyczny w Centrum Wrocławia, gdzie wykonuję zabiegi kosmetyczne, pielęgnacyjne i upiększające oraz prowadzę warsztaty urodowe.

Staram się dawać w swojej pracy radość, spokój, wyciszenie i coś więcej niż tylko sam zabieg. Lubię moją pracę z kobietami i cieszę się tym, że mam teraz swoją przestrzeń, aby się realizować. Wciąż się uczę i podnoszę swoje kwalifikacje, po to aby jak najlepiej pomagać swoim klientkom. Nigdy nie czuję w tym nasycenia. Lubię się rozwijać i lubię pogłębiać wiedzę, by móc się nią dzielić. Mam tysiąc myśli na minutę i ciągły deficyt doby by je zrealizować. Są takie momenty, że lubię się zamknąć w “jaskini” i przemyśleć swoje działania i wtedy staję się bardziej produktywna. Znajdziecie mnie na tej stronie: Rubus by Magda Prukop

Edyta Skorupska: W jaki sposób spędzasz wolny czas?

Magda Prukop: Hahaha – a czym jest wolny czas? :) Ja jestem pracusiem, więc dopiero uczę się spędzać wolny czas i doceniać go. Zauważyłam, że bardzo dużo tracę przez pracoholizm i nie chcę tak dłużej. Kiedy planuję czas wolny to staram się w miarę możliwości wyjść z domu – wychodzę do lasu albo jedziemy z rodziną w góry, raz na kilka miesięcy w moje rodzinne strony, bo tam lasów jest pod dostatkiem, a moja siostra ma cudowny ogród.

W czasie zimy lub niepogody spędzam go z książką, uwielbiam czytać o rozwoju osobistym. Mam dwójkę małych dzieci, więc czytanie czasem zastępujemy wspólnym oglądaniem bajek, albo graniem w planszówki całą rodziną, bo to właśnie lubimy bardzo.

Jak wspomniałam jestem pracusiem, ale też strasznym śpiochem, więc często można mnie znaleźć pod kocykiem jak odsypiam intensywny tydzień.

 

E.S: Na czym polega Twoja praca? Skąd wziął się pomysł na to, co robisz?

M.P.: Wykonuję zabiegi kosmetyczne. Aktualnie koncentruję się na manikiurze, pedikiurze, zabiegach na twarz i makijażu. W przyszłości mam jeszcze kilka obszarów, które chciałabym rozwinąć.

Moja praca była we mnie od zawsze. Już jako mała dziewczynka byłam zafascynowana kosmetykami, szczególnie szminkami. Jako 3-4 latka zakradałam się do pokoju mojej siostry i robiłam jej przegląd kosmetyczki. Bardzo ubolewała nad połamanymi pomadkami, a ja przeszczęśliwa miałam wymalowane wszystkie swoje lalki, pluszaki, moje policzki, a nawet włosy – one też były w pomadkach.

Uwielbiałam od dziecka kolorowe i długie paznokcie. Robiłam je sobie z plasteliny. Z czasem zaczęłam ćwiczyć swoje umiejętności na rodzinie i znajomych, aż wreszcie poszłam do szkoły gdzie mogłam je szlifować.

Zawsze chciałam skupiać się na kosmetyce holistycznie, promować zdrowy styl życia, nie tylko upiększanie czy samą kosmetykę kolorową, dlatego chętnie biorę udział w inicjatywach zmieniających świadomość ludzi w tym obszarze.

E.S: Czy uprawiasz jakiś sport?

M.P.: Od prawie roku biegam lub spaceruję. Bardzo ciężko było mi się zmobilizować do tego. Kiedyś jako samotna młoda kobieta byłam ciągle bardzo aktywna i dużo trenowałam. W szkole piłkę ręczną i biegi narciarskie, później praktykowałam biegi terenowe i długie spacery górskie z moją ukochaną sunią Sabą. Potem zakochałam się w snowboardzie, a od kiedy zamieszkałam we Wrocławiu wybierałam siłownie, bieżnie, fitness i rower.

Niestety po urodzeniu dzieci z wielu tych rzeczy zrezygnowałam, co było moim wielkim błędem. Przerwa spowodowała, że bardzo trudno jest mi wrócić do aktywności, ale widzę jak wiele mi dają poranki w butach do biegania, więc się nie poddaję. Znalazłam w tym coś dla siebie.

 

E.S: Jak wyglądają Twoje poranki? Czym rożni się zwykły dzień od weekendów?

M.P.: Moje poranki są coraz dłuższe. Kiedyś spałam do oporu i z niczym nie mogłam się wyrobić, a pobudka przed 7 była dla mnie karą. Dzisiaj wstaję sporo przed dziećmi, o 6 lub nawet już po 5.

Zaczynam dzień od półlitrowej szklanki ciepłej wody z cytryną lub z witaminą C. Kiedyś nie mogłam ruszyć dnia bez kawy, ale woda bardziej mi odpowiada. Zwiększenie pojemności szklanki powoduje, że piję w ciągu dnia więcej. Nadal 4-6 szklanek, ale to daje już około 3l. Piję więc rano litr ciepłej wody, ale nie lubię smaku samej wody, więc dodaję do niej jakieś specyfiki. Najczęściej to imbir.

Zawsze rano jest mi zimno, nieważne czy to lato czy zima. Przy tarczycy tak jest i nauczyłam się sobie z tym radzić. Bardzo pomaga mi właśnie ciepła woda, i napary. Kawa jest, ale dopiero później, po śniadaniu lub już w pracy. Lubię kawę. Szczególnie lubię ją pić z moimi Klientkami.

Potem idę biegać. Od ponad tygodnia wprowadziłam jeszcze jeden punkt, zanim wyjdę na spacer lub bieg to staram się zrobić coś do pracy, chociaż jedną rzecz. Bardzo mi się to spodobało. Sprawia, że faktycznie czuję się zwycięzcą już od samego rana, nawet jeśli później dzień nie pójdzie zgodnie z planem.

Po bieganiu wracam do domu i kiedy jest moja kolej zrobienia śniadania to robię je i budzę dzieci. Zaczynamy wspólny dzień: praca, edukacja dzieci i moja, męża. Na kwarantannie jest to bardziej zorganizowane. Kiedy wrócę do gabinetu to będzie pewnie jakaś zmiana w tym harmonogramie, ale mam nadzieję, że niewielka, bo inaczej jest wstawać o 7:10, a inaczej o 5 czy 5:30, można dużo więcej zrobić. :)

W weekendy śpię dłużej. W mojej branży soboty są pracujące, ale w niedziele zazwyczaj dosypiam i budzą mnie dopiero dzieci. Wtedy mamy czas na łaskotanie i przytulasy do woli. Niedziela jest dla Pana Boga i rodziny, w niedzielę nie pracuję. Po śniadaniu zazwyczaj idziemy do Społeczności by wspólnie z innymi ludźmi podziękować za to, co Bóg w naszym życiu robi.

Zdarza nam się w letnie i ciepłe niedziele uciekać wcześnie rano w góry. Tam też możemy uwielbiać Boga, trochę nawet bardziej to lubię niż nabożeństwa. Niedziele są na wspólne gotowanie, planszówki, czytanie i wspólne oglądanie bajek.

Staramy się z mężem też wysupłać godzinkę dla siebie. Dzieci w tygodniu mają intensywne zajęcia, więc chętnie zajmują się klockami, wtedy możemy pozbierać myśli.

Z powodu pracujących sobót robię sobie wolne poniedziałki i nadrabiam prace domowe. Poniedziałek to taka moja “sobota”.

Widzę, że dzięki zdrowym nawykom osiągam cele, które były wcześniej nie do zrealizowania. Niesamowicie dużo daje mi picie wody rano, zamiast kawy. Czuję się lżejsza, bardziej produktywna, skoncentrowana, zdyscyplinowana. To kształtuje całość.

E.S: Opisz swoje ulubione posiłki (może to coś domowego, szarlotka babci, albo danie w jakiejś ulubionej knajpce).

M.P.: Kocham maliny w każdej postaci.

Na śniadanko szakszuka, z Twojego przepisu, Edytko jest najlepsza! To jest mój hit, a powoli widzę, że staje się naszym hitem rodzinnym.

Zupę krem z dyni, mogłabym jeść na okrągło, albo krupnik z kaszy pęczak.

Kocham pesto, szczególnie to swojskie z pietruszki, co jakiś czas udaje mi się przygotowywać je na zapas. W ogóle bardzo lubię jeść i jadam niestety często za dużo.

Zimową porą zajadam się pieczonymi warzywami.

Uwielbiam też schabowe mojej mamy i jej świąteczną kapustę z cieciorką, ale jest to menu naprawdę odświętne, raz lub dwa razy w roku.

Zdecydowanie bez zup nie wyobrażam sobie życia – ani ja, ani moja rodzina. Mamy z tym związany taki małżeński żarcik: mój mąż, odkąd się poznaliśmy często jadał zupy na śniadanie, a ja potwornie go za to krytykowałam “jak można jeść obiad na śniadanie??”. Przekonałam się niedawno, że zimą zupa to mój ulubiony start. I teraz jak jem zupę na śniadanie, to Dawid mnie pyta o to “jak mogę jeść obiad na śniadanie?”

E.S: Czy dbasz o zdrowie? Czy dobre nawyki żywieniowe/życiowe są dla Ciebie ważne?

M.P.: Myślę, że od kiedy urodziła się Hania to stało się moim priorytetem. Stawiam na prostotę, ze względów ekonomicznych, ale także z przekonania, że to co mam w obrębie pory roku, sezonu, jest najświeższe i najzdrowsze. Wybieram zawsze domowe posiłki, sporadycznie coś jemy na mieście.

Widzę, że dzięki zdrowym nawykom prostuje się moje życie i osiągam cele, które były wcześniej nie do zrealizowania. Niesamowicie dużo daje mi picie wody rano, zamiast kawy. Czuję się lżejsza, bardziej produktywna, skoncentrowana, zdyscyplinowana. To kształtuje całość.

 

E.S: Czy na co dzień gotujesz zdrowo? Jakie kolory pożywienia królują w Twojej kuchni?

M.P.: Staram się gotować zdrowo. Mój mąż też świetnie sobie radzi w kuchni, uzupełniamy się w tym. Kochamy zupy więc jest kolorowo.

Poranki są często pod znakiem zielonego koktajlu, to sposób na przekonanie Huberta do tego, że zielone nie jest „fuj”. Ostatnio nawet dzięki naszej opowieści o koktajlu “gekosiła” (to nazwa pochodząca od postaci z bajki, Geksona, który jest zielonym superbohaterem) przekonał się i zjadł lasagne ze szpinakiem.

Lubimy dania jednogarnkowe. Wiosna to czas zieleni, więc pojawia się często pesto, a z kolei zimą jest bardziej żółto – czerwono i pomarańczowo. Niestety mieszamy wciąż trochę białek, węglowodanów i tłuszczy jednocześnie, nad tym ubolewam, siła przyzwyczajenia…

E.S: Czy lubisz i czy jadasz słodycze? Co sądzisz o uzależnieniu od cukru – jak jest w Twoim życiu?

M.P.: Czuję, że jestem uzależniona od cukru. Po Twoim wyzwaniu na grupie „3 dni bez cukru” bardziej panuję nad słodyczami i kompulsywnym sięganiem po nie, ale nie jestem jeszcze gotowa całkowicie z niego zrezygnować.

Świadomie wybieram zamienniki słodyczy, odkryłam groszek cukrowy, który stał się dobrą przekąską.

Kupujemy dobre i różnorodne bakalie. Dbam o to, by jeść orzechy i zamieniłam chipsy ziemniaczane na kokosowe. Lepiej mi z tym. Czuję się lżejsza, mniej ospała, nie mam takich skoków glukozowych jakie miewałam.

Często sięgałam po słodycze, bo nie dbałam o regularne posiłki. Teraz jest inaczej. Kiedy porzuciłam sklepowe słodycze mniej podjadam między posiłkami. Nasze dzieci też przez to jedzą bardzo sporadycznie słodkości, bo nie mamy w domu ich zapasu.

Myślę, że cukier wyrządza wiele szkód w organizmie, powoduje, że tyjemy, przesusza skórę, osłabia naszą odporność. Nie zgłębiałam bardzo tematu, ale widzę różnicę w swoim samopoczuciu. Pamiętam, że dwa lata temu podczas postu dr Dąbrowskiej w ogóle nie brakowało mi słodyczy i miałam mnóstwo energii. Ale wystarczy jeden fałszywy krok i człowiek wraca, dlatego myślę, że jestem uzależniona.

Podziwiam Ciebie za Twoje 17 miesięcy bez cukru. To jest dla mnie wyczyn i wzbudza mój ogromny szacunek. Powoduje to we mnie zastanowienie, dlaczego mnie ciężko jest zrezygnować. Jednak wiem też, że robienie rzeczy na siłę i bez przekonania jest krótkotrwałe, czekam więc na tą dojrzałość w sobie.

 

E.S: Co sądzisz o modzie na „zdrowe gotowanie”?

M.P.: Myślę, że jeśli chcę żyć pełnią życia to nie ma dla mnie innej drogi. Zabielane zupy, sosy, cukier w surówkach, tradycyjna polska kuchnia, nadmiar węglowodanów to jest niestety droga do chorób, nadwagi, ociężałości, zmniejszania wydajności organizmu i produktywności. Ja kocham być aktywna, kocham się uczyć i rozwijać. Widzę, że to co jem wpływa na to jak funkcjonuję.

Zdrowe gotowanie to u mnie wciąż obszar do pracy. Staram się uczyć i inspirować. Kiedyś miałam przekonanie, że zdrowo to znaczy drogo i ekskluzywnie, ale dzisiaj widzę, że zdrowo oznacza taniej i lepiej, wartościowo. Zobaczyłam, że gotując zdrowo przyrządzam posiłki szybciej, są sycące i wartościowe, a nie tylko smaczne i wzdymające. Czuję dłużej sytość, dlatego wybieram tą drogę.

Myślę, że jeśli chcę żyć pełnią życia to nie ma dla mnie innej drogi niż zdrowe gotowanie. Ja kocham być aktywna, kocham się uczyć i rozwijać. Widzę, że to co jem wpływa na to jak funkcjonuję.

E.S: Czy masz do polecenia jakieś swoje odkrycia: mam na myśli zdrowe kosmetyki, ciuchy, lub inne rzeczy, które wytwarzane są w małych manufakturach i mają wysoką jakość?

M.P.: Tak, mam ich mnóstwo w głowie, na mojej grupie na fb RUBUS Domowe Atelier będę sukcesywnie o nich opowiadała. Z manufaktury polecam torby, torebki, nerki MEVKA bags.

Mam jednak coś dla naszych czytelniczek, co jest także Twoim ulubionym produktem do delikatnego makijażu. Zbliżają się ciepłe dni, w taki czas nasza skóra nie lubi mocnego krycia i szukamy kosmetyku, który wyrówna koloryt, ale będzie delikatnym i pielęgnacyjnym zarazem. Polecam krem CC z Mary Kay (color correction cream), czyli krem wyrównujący koloryt skóry. Jest dużo lżejszy niż podkład, ale nie spływa z twarzy, daje przyjemne aksamitne wykończenie i równo się rozprowadza. Nie tworzy maski, zacieków i nie wchodzi w zmarszczki. Taki hicior z dziedziny light make-up kit. Nie jest manufakturą, ale ma dużo lepszy skład niż te z drogeryjnej półki i zdobył zaufanie wielu moich Klientek.

 

E.S: Z czym kojarzy Ci się kolor zielony?

M.P.: Z naturą, ze spokojem, z lasem, z czymś soczystym, pachnącym, ze zdrowiem.

 

E.S: Jakie książki czytasz?

M.P.: Widzę, że czytam, to czego akurat mi potrzeba. Lubię fantastykę, kiedyś czytałam jej więcej, ale ostatnio zmieniły się moje preferencje. Wybieram książki, które pomagają mi się rozwijać. Lubię czuć po przeczytaniu książki, że posunęłam się o krok do przodu w jakiejś dziedzinie swojego życia.

Czytam poradniki o wychowaniu dzieci, poradniki małżeńskie, ostatnio dużo czytam pozycji coachingowych. Jestem na etapie rozwoju firmy, dlatego czuję, że jak nie wiem co zrobić, to znaczy, że nadszedł czas na to, aby się czegoś nowego nauczyć i szukam wtedy rozwiązań w książkach. Najbardziej lubię się uczyć z przykładów z życia i od mądrych ludzi, których osobiście znam. Nie dorosłam jeszcze do biografii i powieści. Zasypiam przy nich.

E.S: Co Cię inspiruje w życiu?

M.P.: Ludzie, rozmowy, radość, pozytywność, optymizm i kryzysy. Wiem, że to ostatnie jest dziwną pozycją w tym zestawieniu. Ale zauważyłam, że kryzys jest u mnie inspiracją do zmiany, do korekty, do kolejnego kroku.

Zastanawiałam się ostatnio dlaczego tak właśnie jest, że kiedy zaczyna się sielanka w moim życiu to jest jakoś tak… bezproduktywnie. A kiedy przychodzi kryzys, próba wytrzymałości to wtedy ja natychmiast zabieram się do działania i wychodzę z tego silniejsza. Potrzebuję wtedy czasu z ludźmi, rozmów, analiz, zachęty.

Lubię przebywać z osobami, które widzą szklankę do połowy pełną i jako podłoże do odbicia się i podskoczenia wyżej. To jest niesamowite. Nie wyobrażam sobie życia w samotności.

 

E.S: Za co chcesz sobie podziękować?

M.P.: Za to, że nie poddaję się mimo trudności. Za to, że nie rezygnuję i nie wycofuję się dopóki widzę nadzieję i za to, że nie toleruję bylejakości w swoim życiu.

 

E.S: Czy jest coś ważnego w Twoim życiu czym chciałabyś się podzielić z innymi kobietami? Jakaś jedna, mocna rzecz?

M.P.: Nie ważne jak było, ważne jak jest i jak będzie. A to zależy od Ciebie. Działaj. Bój się i rób, jak mawia Jacek Walkiewicz (tak?).

 

E.S: Czy jest jakaś kobieta, którą chciałabyś zaprosić do kolejnej rozmowy przy zielonym stole?

M.P.: Myślę o mojej siostrze Ewie twórczyni marki MEVKA bags, to jest kobieta, która bardzo wiele w moje życie wniosła i ma wiele do opowiedzenia.

Myślę o Zosi, z którą współpracuję i bez której RUBUS byłby tylko połowiczny.

Myślę o Basi, mojej siostrze, która zmieniła swoje życie na zielone vege, która jest w cieniu macierzyństwa, a chciałabym ją z tego cienia zaprosić do światła i skupienia się wreszcie na sobie.

Nie ważne jak było, ważne jak jest i jak będzie. A to zależy od Ciebie. Działaj.

Przepis

SKŁADNIKI:

  • garść malin
  • 3 łyżki jogurtu naturalnego
  • kilka kropel oliwy (pół łyżeczki)
  • łyżeczka miodu opcjonalnie

Rozgnieć wszystko widelcem. Ile się zmieści połóż na twarzy resztę zjedz na deser :)

Chcesz dostawać informacje o kolejnych rozmowach?

Rozmowy przy Zielonym Stole

To miejsce spotkań dla kobiet w życiu których pasja przeplata się z pracą,
a praca jest pasją! Będzie inspirująco, zielono, twórczo, zdrowo i radośnie.